- Emilia, to idź się spytaj trenera! - zasugerował Kot.
- Ale... - nie dane mi było dokończyć.
- Idź szybko! - popchnęła mnie Bogusia.
- Dobra, dobra już idę - przystałam na ich propozycję i wstałam od stolika.
Wszystkie głowy skierowały się na mnie co znów mnie zirytowało.
- O właśnie Emilia! Miałem spytać czy dasz radę wystartować w dzisiejszych kwalifikacjach? - spytał mnie od razu Kruczek.
- Myślę, że tak - uśmiechnęłam się.
- Okej, a o co chciałaś spytać?
- Ja właśnie o kwalifikacje.
- Czyli startujesz - puścił mi oczko trener.
- Okej, dziękuję - znów się uśmiechnęłam i wróciłam do stolika.
- I co? I co? - spytał od razu Janek.
- Startuję!
- Magda, wygrasz! - zapewniła mnie Uszka.
- Nieeee... Obstawiam... - popatrzyłam po chłopakach. - Kamila!
- Dzięki siostra! - przybił ze mną piątkę Kamil.
- Ja wygram! - powiedział Piotrek. - Hehe!
- Nie, bo ja! - uznał Klimek.
- I tak wszyscy będziemy dalej! - uznałam. - Nie ma bata!
- Spać mi się chcę - powiedziała nagle Bogusia.
- My tu o takich ważnych sprawach gadamy, a ty, że spać się chce - pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Ej, ale ja mówię poważnie - zaśmiała się moja przyjaciółka.
- Myślę, że Milka też - odpowiedział jej na to Kamil.
- No właśnie, ja też! - zaśmiałam się.
- Ej, jesteśmy chyba najgłośniejszym stolikiem - zauważył Kocur.
- No i prawidłowo! - powiedział Piotrek.
- Co nas to? Wolno mi... sorry nam - przybiłam z moim przedmówcą piątkę.
- Wam to wszystko wolno - pokręcił głową z niedowierzaniem Kubacki.
- No, a jak! - odpowiedziałam. - 18 lat już mam!
- Me też - zabłysnął angielskim Wiewiór.
- Very good english, Piotruś - zaczął się śmiać Kot, a wraz z nim my.
- No ja wiem, no ja wiem, hehehe!
- Z kim ja muszę żyć - zrobił facepalma Janek.
- Z nami! - odpowiedziałam równocześnie z Uszką.
- No nie... Z Emą trzeba jeszcze przez przynajmniej sezon wytrzymać - uznał Kamil.
- Dzięki, wiesz? - oburzyłam się.
- Ale Milka nie musisz mi dziękować - zaśmiał się ten frajer! - Jesteś głupi, Kamyk!
- Widać, że jesteście rodzeństwem - powiedział Kot.
- No chyba nie! - odpowiedziałam.
- Kochana siostra, nie? - spytał Kamil.
- Najlepsza! - wyszczerzyłam się.
- Jesteście chyba nienormalni - uznał Ziobro.
- No wiemy! - odpowiedziałam.
------------------------------------------------------------------
Zwaliłam po całości, wiem! Przepraszam.
3 kom = 13 rozdział
piątek, 28 listopada 2014
poniedziałek, 13 października 2014
Rozdział 11
KTOŚ TO CZYTA?!!!!!
-------------------------------------------------------------
Gdy zeszłyśmy z Bogusią na obiad zaczęłam się denerwować jeszcze bardziej. Chyba zauważył to Kamil,
więc rzucił mi pytające spojrzenie. Pokręciłam głową na znak, że wszystko okej. Gdy tak sobie spokojnie jedliśmy do jadalni wszedł Walter Hoffer, a wszystkie głowy zwróciły się w jego kierunku. Zaczął mówić, a ja myślałam, że zejdę na zawał.
- Mam dla was do przekazania informację w tym sezonie oprócz tych z was, którzy już o tym wiedzieli będzie z wami skakać jedna dodatkowa osoba, a mianowicie Emilia Stoch. I to tyle, dziękuję za uwagę! - w tej chwili oczy wszystkich zwrócone były na mnie.
- No i co się tak patrzycie? - spytałam po chwili.
- Nie dziwię się, że patrzą, a tak w ogóle to gratulację - uśmiechnął się do mnie Kot.
- Dzięki - zaśmiałam się.
- Zastanawia mnie jak sobie poradzisz na takich bardzo dużych skoczniach albo mamutach - rzucił mi pytające spojrzenie Wiewiór.
- A... to się jeszcze zobaczy!
- A rodzice wiedzą? - spytał Kamil.
- Nie, ale pewnie jakoś niedługo się dowiedzą - zmarszczyłam brwi.
- I pewnie będzie "CO? ALE JAK TO?"? - spytał Janek.
- Zapewne - odpowiedziałam. - Jak to fajnie być pełnoletnią i nie musieć nikogo o nic pytać!
- To samo mówiłem jak miałem 18 lat! - zaśmiał się Maciek.
- Bo to było taaaaaaak dawno! - Kubacki zrobił minę mówiącą "Bo ty jesteś taki stary!".
-No, bo ja jestem taki stary! - zaśmiał się Kot.
- Ej, Milka, a ty startujesz dzisiaj w kwalifikacjach? - spytał się mnie Kamil.
- Nie wiem muszę się trenera spytać.
- Sorry chłopaki, ale jak Emila będzie startować to jej kibicuję - włączyła się do rozmowy Bogusia.
- Oczywiste! - zrobiłam minę typu ":3".
- EEEE... no to foch! - zaśmiał się Kamil.
- No to spadaj! - powiedziała Uszka.
---------------------------------------------
Rozdział taki długi, że aż krótki, ale nikt nie komentuje, więc i tak nikt pewnie tego nie czyta. Po prostu fajnie :) Rozdziały nie będą się pojawiać jeśli nie będzie komentarzy :) Pozdrawiam bardzo serdecznie!
-------------------------------------------------------------
Gdy zeszłyśmy z Bogusią na obiad zaczęłam się denerwować jeszcze bardziej. Chyba zauważył to Kamil,
więc rzucił mi pytające spojrzenie. Pokręciłam głową na znak, że wszystko okej. Gdy tak sobie spokojnie jedliśmy do jadalni wszedł Walter Hoffer, a wszystkie głowy zwróciły się w jego kierunku. Zaczął mówić, a ja myślałam, że zejdę na zawał.
- Mam dla was do przekazania informację w tym sezonie oprócz tych z was, którzy już o tym wiedzieli będzie z wami skakać jedna dodatkowa osoba, a mianowicie Emilia Stoch. I to tyle, dziękuję za uwagę! - w tej chwili oczy wszystkich zwrócone były na mnie.
- No i co się tak patrzycie? - spytałam po chwili.
- Nie dziwię się, że patrzą, a tak w ogóle to gratulację - uśmiechnął się do mnie Kot.
- Dzięki - zaśmiałam się.
- Zastanawia mnie jak sobie poradzisz na takich bardzo dużych skoczniach albo mamutach - rzucił mi pytające spojrzenie Wiewiór.
- A... to się jeszcze zobaczy!
- A rodzice wiedzą? - spytał Kamil.
- Nie, ale pewnie jakoś niedługo się dowiedzą - zmarszczyłam brwi.
- I pewnie będzie "CO? ALE JAK TO?"? - spytał Janek.
- Zapewne - odpowiedziałam. - Jak to fajnie być pełnoletnią i nie musieć nikogo o nic pytać!
- To samo mówiłem jak miałem 18 lat! - zaśmiał się Maciek.
- Bo to było taaaaaaak dawno! - Kubacki zrobił minę mówiącą "Bo ty jesteś taki stary!".
-No, bo ja jestem taki stary! - zaśmiał się Kot.
- Ej, Milka, a ty startujesz dzisiaj w kwalifikacjach? - spytał się mnie Kamil.
- Nie wiem muszę się trenera spytać.
- Sorry chłopaki, ale jak Emila będzie startować to jej kibicuję - włączyła się do rozmowy Bogusia.
- Oczywiste! - zrobiłam minę typu ":3".
- EEEE... no to foch! - zaśmiał się Kamil.
- No to spadaj! - powiedziała Uszka.
---------------------------------------------
Rozdział taki długi, że aż krótki, ale nikt nie komentuje, więc i tak nikt pewnie tego nie czyta. Po prostu fajnie :) Rozdziały nie będą się pojawiać jeśli nie będzie komentarzy :) Pozdrawiam bardzo serdecznie!
środa, 3 września 2014
Zapraszam!
Zapraszam na prolog tam i zapraszam do komentowania tam --->
http://never-ever--give-up.blogspot.com/ :) Według mnie prolog na tym
nowym blogu jest najlepszym z moich napisanych ;D A i uwaga bo, w
adresie bloga, między ever i give są dwie kreski te wiecie jakie takie
-- bo inne podobne adresy były zajęte ;c A jak wpiszecie bez dwóch
kresek między tymi słowami to wyskoczy wam jakiś blog, bo arabsku czy
coś xD Pozdrawiam i komentujcie tam prooooszę :*
PS Zawiesiłam tego -----> jak-to-jest-byc-toba.blogspot.com , bo było mało kom i założyłam tego u góry w zamian za to ;D
PS Zawiesiłam tego -----> jak-to-jest-byc-toba.blogspot.com , bo było mało kom i założyłam tego u góry w zamian za to ;D
sobota, 23 sierpnia 2014
Rozdział 10
Był to... Walter Hoffer! Stanęłam zdziwiona w progu.
- Wejdź Emilia - trener chyba w ogóle taki spokojny, dziwneee - słuchaj pytałem się ciebie ostatnio czy jesteś gotowa na więcej.
- Zgadza się - odpowiedziałam.
- Więc czy chcesz skakać w Pucharze Świata? - mój mózg musiał teraz myśleć po angielsku.
- CO??
- To prawda. Po twoich skokach widzimy, że jesteś świetna, znamy twój rekord życiowy - po raz pierwszy odezwał się Austriak.
- A co z konkursami na mamutach?
- Nie musisz w nich startować jeśli nie będziesz chciała.
- No... to zgadzam się!
- Świetnie! Nie mów nikomu wszystko zostanie powiedziane dzisiaj na obiedzie - zakomunikował mi Hoffer.
- Okej - uśmiechnęłam się.
- To możesz już iść - mrugnął do mnie trener.
Gdy zamknęłam drzwi po wyjściu szybko pobiegłam do pokoju prawie skacząc z radości.
- Co tak wpadasz jak burza?? O co chodziło? - od razu spytała Bogusia po moim wbiegnięciu do pokoju.
- SŁUCHAJ! Ja... będę brać udział w Pucharze Świata!
- CO? MĘSKIM?
- No teraz już chyba mieszanym - zaśmiałam się.
- Ale się cieszę mówiłam, że możesz! - przytuliła mnie przyjaciółka.
- Faktycznie!
- Mam nikomu nie mówić?
- No, wszyscy dowiedzą się na obiedzie.
- Piona!
- PJONTKA!
- Weź tak nie krzycz, bo sąsiednie pokoje usłyszą.
- I tak nie zrozumieją.
- Jeść mi się chcęęęę!
- Za godzinę obiad?
- No to co! Chodź ze mną do sklepu!
- No, okej tylko się przebiorę czekaj.
Szybko wzięłam jakieś luźne ubrania i ubrałam je. Szybko wyszłyśmy z Uszką z hotelu i równie szybko wróciłyśmy. Zostało 30 minut do obiadu. Bardzo się denerwowałam jak chłopacy przyjmą informację.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest nowy! Po długim czasie nieobecności ;/ Zapraszam do komentowania ;) Wiem, że krótki, ale wyjeżdżam na weekend :C Pozdrawiam Siatkowa :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
- Wejdź Emilia - trener chyba w ogóle taki spokojny, dziwneee - słuchaj pytałem się ciebie ostatnio czy jesteś gotowa na więcej.
- Zgadza się - odpowiedziałam.
- Więc czy chcesz skakać w Pucharze Świata? - mój mózg musiał teraz myśleć po angielsku.
- CO??
- To prawda. Po twoich skokach widzimy, że jesteś świetna, znamy twój rekord życiowy - po raz pierwszy odezwał się Austriak.
- A co z konkursami na mamutach?
- Nie musisz w nich startować jeśli nie będziesz chciała.
- No... to zgadzam się!
- Świetnie! Nie mów nikomu wszystko zostanie powiedziane dzisiaj na obiedzie - zakomunikował mi Hoffer.
- Okej - uśmiechnęłam się.
- To możesz już iść - mrugnął do mnie trener.
Gdy zamknęłam drzwi po wyjściu szybko pobiegłam do pokoju prawie skacząc z radości.
- Co tak wpadasz jak burza?? O co chodziło? - od razu spytała Bogusia po moim wbiegnięciu do pokoju.
- SŁUCHAJ! Ja... będę brać udział w Pucharze Świata!
- CO? MĘSKIM?
- No teraz już chyba mieszanym - zaśmiałam się.
- Ale się cieszę mówiłam, że możesz! - przytuliła mnie przyjaciółka.
- Faktycznie!
- Mam nikomu nie mówić?
- No, wszyscy dowiedzą się na obiedzie.
- Piona!
- PJONTKA!
- Weź tak nie krzycz, bo sąsiednie pokoje usłyszą.
- I tak nie zrozumieją.
- Jeść mi się chcęęęę!
- Za godzinę obiad?
- No to co! Chodź ze mną do sklepu!
- No, okej tylko się przebiorę czekaj.
Szybko wzięłam jakieś luźne ubrania i ubrałam je. Szybko wyszłyśmy z Uszką z hotelu i równie szybko wróciłyśmy. Zostało 30 minut do obiadu. Bardzo się denerwowałam jak chłopacy przyjmą informację.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest nowy! Po długim czasie nieobecności ;/ Zapraszam do komentowania ;) Wiem, że krótki, ale wyjeżdżam na weekend :C Pozdrawiam Siatkowa :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
wtorek, 5 sierpnia 2014
Rozdział 9
-No dobra, ale nie mów nikomu, okej? - zapytałam mojej ciekawskiej przyjaciółki.
- Okej, okej nawet Kamilowi?
- Nawet jemu.
- A Maćkowi?
- Nie! Ale... w ogóle dlaczego o nim pomyślałaś? - uniosłam brew.
- Nie widzisz jak on na ciebie patrzy?
- Bzdura! Normalnie patrzy!
- Dobra, dobra nie denerwuj się. To powiesz czy nie?
- No okej, ale ja nie wiem o co chodzi trener się mnie pyta jestem gotowa na więcej.
- Kurde, ja też nie wiem, a mówił coś jeszcze?
- Żebym nikomu nie mówiła i, że mam się jutro u niego stawić o 13.
- Eeeee... to jutro masz mi masz powiedzieć więcej.
- Mh - mrugnęłam do niej.
- Idziemy na kolację? Tylko szybko, bo głodna jestem!
- Ta lecimy!
- Ale idziemy czy nie?
- Jak osioł ze Shreka! Idziemy, idziemy.
Naprawdę chyba tutaj nie dana mi będzie chwila spokoju! Ale przy Bogusi zawsze tak było. Gdy doszłyśmy do stołówki standardowo wszystkie spojrzenia zwrócone był na nas.
- Co się tak gapicie?! - powiedziałam po angielsku tak, żeby wszyscy słyszeli.
Oczywiście nie dostałam odpowiedzi na to pytanie, więc poszłam do naszego stolika gdzie siedzieli już wszyscy.
- No, no siostra co ty taka zaborcza? - zapytał z uśmieszkiem Kamil.
- Oj, no, bo mogli by się ogarnąć, a nie gapić jak jacyś idioci.
- Trzeba kupić im mózg! - wpadł na pomysł Klimek unosząc palec w górę.
- Oddaj im swój i tak go nie używasz - dogryzłam mu.
- Ale cię pojechała - zaśmiał się Żyła.
- Ty swojego nie używasz! - oburzył się Klemens.
- Nie mów tyle, bo ci się zęby spocą! - moja odpowiedź wywołała śmiech całego stolika oprócz oburzonego skoczka z Zakopanego.
- O głupoto bądź pozdrowiona! - zawołał na całą stołówkę.
- Bułki z prądem jadłeś? Zamknij się, bo znów wszyscy się gapią.
- Co tam dziewczyny będziecie oglądać pojutrze nasz konkurs? - jak zawsze dociekliwy Janek zupełnie jak Uszka. Pasują do siebie.
- Możliwe - uśmiechnęła się Bogusia.
- To fajnie! - Maciek miał większego banana na twarzy niż wcześniej.
Dalsza część kolacji przebiegała podobnie. Dzisiaj po powrocie do pokoju i kąpieli nie mogłam a niczym się skupić, bo zastanawiałam się o co chodziło Kruczkowi. Gdy w końcu udało mi się zasnąć śnił mi się Klimek jedzący bułki z prądem. To był tak głupi sen, że następnego dnia ja i Uszka śmiałyśmy się z niego tak, że spadłyśmy z łóżka. O 11 miałyśmy półtora godzinny trening siłowy. Potem szybko poszłam wziąć prysznic i udałam się do pokoju trenera. Bardzo mnie zdziwiło kogo tam zobaczyłam. Był to...
----------------------------------------------------------
Przepraszam razy dwa! Za to u góry i za to, że tak długo nie dodawałam rozdziału. Wybaczycie (chyba) ;) Pozdrawiam was i zapraszam do komentowania :D
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
- Okej, okej nawet Kamilowi?
- Nawet jemu.
- A Maćkowi?
- Nie! Ale... w ogóle dlaczego o nim pomyślałaś? - uniosłam brew.
- Nie widzisz jak on na ciebie patrzy?
- Bzdura! Normalnie patrzy!
- Dobra, dobra nie denerwuj się. To powiesz czy nie?
- No okej, ale ja nie wiem o co chodzi trener się mnie pyta jestem gotowa na więcej.
- Kurde, ja też nie wiem, a mówił coś jeszcze?
- Żebym nikomu nie mówiła i, że mam się jutro u niego stawić o 13.
- Eeeee... to jutro masz mi masz powiedzieć więcej.
- Mh - mrugnęłam do niej.
- Idziemy na kolację? Tylko szybko, bo głodna jestem!
- Ta lecimy!
- Ale idziemy czy nie?
- Jak osioł ze Shreka! Idziemy, idziemy.
Naprawdę chyba tutaj nie dana mi będzie chwila spokoju! Ale przy Bogusi zawsze tak było. Gdy doszłyśmy do stołówki standardowo wszystkie spojrzenia zwrócone był na nas.
- Co się tak gapicie?! - powiedziałam po angielsku tak, żeby wszyscy słyszeli.
Oczywiście nie dostałam odpowiedzi na to pytanie, więc poszłam do naszego stolika gdzie siedzieli już wszyscy.
- No, no siostra co ty taka zaborcza? - zapytał z uśmieszkiem Kamil.
- Oj, no, bo mogli by się ogarnąć, a nie gapić jak jacyś idioci.
- Trzeba kupić im mózg! - wpadł na pomysł Klimek unosząc palec w górę.
- Oddaj im swój i tak go nie używasz - dogryzłam mu.
- Ale cię pojechała - zaśmiał się Żyła.
- Ty swojego nie używasz! - oburzył się Klemens.
- Nie mów tyle, bo ci się zęby spocą! - moja odpowiedź wywołała śmiech całego stolika oprócz oburzonego skoczka z Zakopanego.
- O głupoto bądź pozdrowiona! - zawołał na całą stołówkę.
- Bułki z prądem jadłeś? Zamknij się, bo znów wszyscy się gapią.
- Co tam dziewczyny będziecie oglądać pojutrze nasz konkurs? - jak zawsze dociekliwy Janek zupełnie jak Uszka. Pasują do siebie.
- Możliwe - uśmiechnęła się Bogusia.
- To fajnie! - Maciek miał większego banana na twarzy niż wcześniej.
Dalsza część kolacji przebiegała podobnie. Dzisiaj po powrocie do pokoju i kąpieli nie mogłam a niczym się skupić, bo zastanawiałam się o co chodziło Kruczkowi. Gdy w końcu udało mi się zasnąć śnił mi się Klimek jedzący bułki z prądem. To był tak głupi sen, że następnego dnia ja i Uszka śmiałyśmy się z niego tak, że spadłyśmy z łóżka. O 11 miałyśmy półtora godzinny trening siłowy. Potem szybko poszłam wziąć prysznic i udałam się do pokoju trenera. Bardzo mnie zdziwiło kogo tam zobaczyłam. Był to...
----------------------------------------------------------
Przepraszam razy dwa! Za to u góry i za to, że tak długo nie dodawałam rozdziału. Wybaczycie (chyba) ;) Pozdrawiam was i zapraszam do komentowania :D
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
sobota, 26 lipca 2014
Rozdział 8
Ja i Uszka wyszłyśmy na miasto zachwycając się jego urokiem. Po drodze spotkałyśmy Austriaków!
- Łelkom ewrybady! - przywitałam się z chłopakami, którzy popatrzyli na mnie jak na idiotkę.
- Cześć Emyla i Bogusza - tak właśnie wymawiał nasze imiona Morgi.
- Gdzie byliście?
- Na spacerze - szybko powiedział Gregor.
- To tak jak my, ale już wracamy, bo nam każą - zrobiłam smutną minę.
- Co? - spytała Uszka
- Nic, właśnie dostałam SMSa od Kamyka - wpatrywałam się w telefon.
***SMS***
Od : Kamyk
Hej siostra! Macie wracać do hotelu, a w sumie ty.
Do : Kamyk
Ale po co? Co znów przeskrobałam? ;)
Od : Kamyk
Nwm trener chcę z tobą rozmawiać.
Do : Kamyk
Okej zaraz będę
- To pa chłopaki! Chodź! - powiedziałam już po polsku do Bogusi.
Szybkim krokiem nawet nie rozmawiając doszłyśmy do hotelu.
- Idę od razu do trenera trzymaj moją kurtkę.
Przyjaciółka poszła do pokoju, a ja przeczesałam włosy palcami i zapukałam do drzwi trenera.
- WEJŚĆ!
- Dzień dobry trenerze.
- O to ty Emilia. Mam do ciebie pytanie.
- Słucham
- Czy jesteś gotowa na więcej? Jeśli chodzi o skoki?
- Nie wiem o czym trener mówi.
- Jesteś czy nie? Krótka piłka.
- Jestem.
- To mi wystarczy. Przyjdź jutro o 13 do mnie.
- Dobrze, czy mogę już iść?
- Oczywiście. Do zobaczenia.
- Do widzenia.
- Aha i jeszcze jedno nikomu nie mów na razie.
- Okej.
Weszłam po schodach udając się do mojego pokoju.
- I co?
- Nic.
- Powiedz.
- No dobra...
--------------------------------------------------------------------
Nowy! W końcu! Byłby dłuższy gdyby nie kuzyn, który się awanturuje :C Pozdrawiam Siatkowa :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
- Łelkom ewrybady! - przywitałam się z chłopakami, którzy popatrzyli na mnie jak na idiotkę.
- Cześć Emyla i Bogusza - tak właśnie wymawiał nasze imiona Morgi.
- Gdzie byliście?
- Na spacerze - szybko powiedział Gregor.
- To tak jak my, ale już wracamy, bo nam każą - zrobiłam smutną minę.
- Co? - spytała Uszka
- Nic, właśnie dostałam SMSa od Kamyka - wpatrywałam się w telefon.
***SMS***
Od : Kamyk
Hej siostra! Macie wracać do hotelu, a w sumie ty.
Do : Kamyk
Ale po co? Co znów przeskrobałam? ;)
Od : Kamyk
Nwm trener chcę z tobą rozmawiać.
Do : Kamyk
Okej zaraz będę
- To pa chłopaki! Chodź! - powiedziałam już po polsku do Bogusi.
Szybkim krokiem nawet nie rozmawiając doszłyśmy do hotelu.
- Idę od razu do trenera trzymaj moją kurtkę.
Przyjaciółka poszła do pokoju, a ja przeczesałam włosy palcami i zapukałam do drzwi trenera.
- WEJŚĆ!
- Dzień dobry trenerze.
- O to ty Emilia. Mam do ciebie pytanie.
- Słucham
- Czy jesteś gotowa na więcej? Jeśli chodzi o skoki?
- Nie wiem o czym trener mówi.
- Jesteś czy nie? Krótka piłka.
- Jestem.
- To mi wystarczy. Przyjdź jutro o 13 do mnie.
- Dobrze, czy mogę już iść?
- Oczywiście. Do zobaczenia.
- Do widzenia.
- Aha i jeszcze jedno nikomu nie mów na razie.
- Okej.
Weszłam po schodach udając się do mojego pokoju.
- I co?
- Nic.
- Powiedz.
- No dobra...
--------------------------------------------------------------------
Nowy! W końcu! Byłby dłuższy gdyby nie kuzyn, który się awanturuje :C Pozdrawiam Siatkowa :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
+500
JEJ!!! Bariera 500 wyświetleń złamana ;) Dziękuję wam bardzo i mam nadzieję na kolejne wyświetlenia :) Pozdrawiam :*
PS jeszcze dzisiaj powinien pojawić się rozdział ;)
PS jeszcze dzisiaj powinien pojawić się rozdział ;)
środa, 23 lipca 2014
PRZEPRASZAM!
Jutro lub dziś wieczorem powinien pojawić się 8 rozdział. Przepraszam, że nic nie dodaję, ale jestem na wyjeździe. Nie mam pomysłów, ale jestem w Zakopanym mam widok na skocznię, więc może to mnie natchnie ;) Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że mi wybaczycie ;') Pozdrawiam Siatkowa :*
poniedziałek, 14 lipca 2014
I znów zapraszam ;)
Zapraszam na kolejnego bloga ------> http://jak-to-jest-byc-toba.blogspot.com/ :D To już trzeci. Drugi to -------> gdy-uwierzysz-w-marzenia.blogspot.com ;) Zapraszam do komentowania i do czytania wszystkich trzech :) Pozdrawiam wasza Siatkowa :*
Rozdział 7
Rozdział dedykuję Karoli, która wiernie komentuje już od któregoś rozdziału każdy mój wpis ;) oraz dla Gosi, której kom tak jak na drugim blogu rozśmieszył mnie ;* Dziękuję dziewczyny :D
-------------------------------------------------------------------------------------------
...idealne wybicie. Zapowiadał się daleki lot. Minęłam linię bezpieczeństwa i wylądowałam. Skok był daleki, ale niewystarczający... 108 m. Widziałam wbiegających Austriaków cieszących się ze zwycięstwa oraz naszych, którzy podbiegli do mnie ciesząc się z drugiego miejsca. Uśmiechnęłam się, ale poczułam delikatne ukłucie w sercu. To bolało. Niby powinnam skakać z radości przecież wskoczyliśmy z piątego miejsca na drugie, ale ten jeden metr. Kamil zauważył ten smutek? w moich oczach. Poklepał mnie po plecach i powiedział mi do ucha :
- Nie martw się. Świetny skok.
Uśmiechnęłam się do niego, a w tym czasie podszedł do nas dziennikarz, który chciał przeprowadzić wywiad. Zgodziliśmy się i podeszliśmy we wskazane miejsce. Rozmowa toczyła się w języku angielskim :
Dziennikarz : Gratuluję wam drugiego miejsca.
My : Dziękujemy!
Dz : Dobre skoki, ale ten ostatni twój Emilio był tak daleki, że wszyscy musieli "zbierać" szczęki ze śniegu.
Ja : Miło mi słysząc te słowa. Jak zwykle starałam się skoczyć jak najlepiej, ale na pierwsze miejsce nie starczyło.
Dz : Sądzę, że następnym razem wszyscy powinni się bać.
Kamil : Jeśli będziemy skakać trochę lepiej niż dzisiaj to na pewno.
Dziennikarz zadał nam jeszcze kilka pytań i podziękował za wywiad.
- Nie sądziłam, że to będzie takie proste - powiedziała Bogusia
- Ale co? - spytał Kamyk.
- No udzielanie wywiadu.
- Dla chcącego nic trudnego. Jakoś tak to było? - odpowiedziałam.
- Chodźcie, zaraz wręczenie medali - zauważył Kot.
Czekaliśmy aż nas wyczytają i odebraliśmy medale oraz kwiatki. Gdy już zeszliśmy z podium odebraliśmy gratulację oraz złożyliśmy je innym drużynom. Wróciliśmy do hotelu, a tam już czekali na nas inni chłopacy, którzy cieszyli się z naszej wygranej tak samo jak my. Po czasie nawet ja zaczęłam widzieć to w innych bardziej kolorowych barwach. Trener powiedział, że oby tak dalej i tajemniczo oznajmił, że "No, no Milka ten sezon może będzie dla ciebie bardzo udany". Ja jeszcze nie wiedziałam czy będę startować w międzynarodowych zawodach, więc o co chodziło? Postanowiłam się nie domyślać i czekać na rozwój wydarzeń. Zostało jeszcze pół dnia do wieczora, więc postanowiłam się ubrać i pójść na miasto. Miałam nadzieję, że Usia będzie miała ochotę pójść ze mną. Przebrałam się i spytałam Bogusi czy idzie ze mną. Ona oczywiście się zgodziła, ale również postanowiła ubrać się inaczej.
Enej "Tak smakuje życie"
-------------------------------------------------------------------------------------------
...idealne wybicie. Zapowiadał się daleki lot. Minęłam linię bezpieczeństwa i wylądowałam. Skok był daleki, ale niewystarczający... 108 m. Widziałam wbiegających Austriaków cieszących się ze zwycięstwa oraz naszych, którzy podbiegli do mnie ciesząc się z drugiego miejsca. Uśmiechnęłam się, ale poczułam delikatne ukłucie w sercu. To bolało. Niby powinnam skakać z radości przecież wskoczyliśmy z piątego miejsca na drugie, ale ten jeden metr. Kamil zauważył ten smutek? w moich oczach. Poklepał mnie po plecach i powiedział mi do ucha :
- Nie martw się. Świetny skok.
Uśmiechnęłam się do niego, a w tym czasie podszedł do nas dziennikarz, który chciał przeprowadzić wywiad. Zgodziliśmy się i podeszliśmy we wskazane miejsce. Rozmowa toczyła się w języku angielskim :
Dziennikarz : Gratuluję wam drugiego miejsca.
My : Dziękujemy!
Dz : Dobre skoki, ale ten ostatni twój Emilio był tak daleki, że wszyscy musieli "zbierać" szczęki ze śniegu.
Ja : Miło mi słysząc te słowa. Jak zwykle starałam się skoczyć jak najlepiej, ale na pierwsze miejsce nie starczyło.
Dz : Sądzę, że następnym razem wszyscy powinni się bać.
Kamil : Jeśli będziemy skakać trochę lepiej niż dzisiaj to na pewno.
Dziennikarz zadał nam jeszcze kilka pytań i podziękował za wywiad.
- Nie sądziłam, że to będzie takie proste - powiedziała Bogusia
- Ale co? - spytał Kamyk.
- No udzielanie wywiadu.
- Dla chcącego nic trudnego. Jakoś tak to było? - odpowiedziałam.
- Chodźcie, zaraz wręczenie medali - zauważył Kot.
Czekaliśmy aż nas wyczytają i odebraliśmy medale oraz kwiatki. Gdy już zeszliśmy z podium odebraliśmy gratulację oraz złożyliśmy je innym drużynom. Wróciliśmy do hotelu, a tam już czekali na nas inni chłopacy, którzy cieszyli się z naszej wygranej tak samo jak my. Po czasie nawet ja zaczęłam widzieć to w innych bardziej kolorowych barwach. Trener powiedział, że oby tak dalej i tajemniczo oznajmił, że "No, no Milka ten sezon może będzie dla ciebie bardzo udany". Ja jeszcze nie wiedziałam czy będę startować w międzynarodowych zawodach, więc o co chodziło? Postanowiłam się nie domyślać i czekać na rozwój wydarzeń. Zostało jeszcze pół dnia do wieczora, więc postanowiłam się ubrać i pójść na miasto. Miałam nadzieję, że Usia będzie miała ochotę pójść ze mną. Przebrałam się i spytałam Bogusi czy idzie ze mną. Ona oczywiście się zgodziła, ale również postanowiła ubrać się inaczej.
Enej "Tak smakuje życie"
Taką chwilą, co wie,
Kiedy nocą słońce jest!
Kiedy sen to rzeczywistość
Co pozwoli ci na wszystko!
ref:
Bo tak smakuje życie,
Na chwilę być na szczycie,
Bo chwilą warto żyć.
Bo tak smakuje życie,
Na chwilę być na szczycie,
Bo chwilą warto żyć!
Bo z chwilą warto być!
Kiedy nocą słońce jest!
Kiedy sen to rzeczywistość
Co pozwoli ci na wszystko!
ref:
Bo tak smakuje życie,
Na chwilę być na szczycie,
Bo chwilą warto żyć.
Bo tak smakuje życie,
Na chwilę być na szczycie,
Bo chwilą warto żyć!
Bo z chwilą warto być!
---------------------------------------------------------------
Jest nowy ;) Taki krótki dzisiaj :P A tak w ogóle jak wam się podoba pomysł z pisaniem piosenki pod koniec rozdziału? Enej <3 Rozdział pisany przy ich muzyce <3
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ
Jest nowy ;) Taki krótki dzisiaj :P A tak w ogóle jak wam się podoba pomysł z pisaniem piosenki pod koniec rozdziału? Enej <3 Rozdział pisany przy ich muzyce <3
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ
piątek, 4 lipca 2014
Zapraszam na nowego bloga ;)
http://gdy-uwierzysz-w-marzenia.blogspot.com/ <-------- nowy blog tym razem o siatkówce :D Już jest prolog i bohaterowie ;) Zapraszam do komentowania i pozdrawiam ;*
wtorek, 1 lipca 2014
Rozdział 6
...Schlierenzauer! Obserwowałam go kątem oka zastanawiając się po co idzie w moim kierunku. Gdy po przedłużającej się w nieskończoność minucie Gregor podszedł do nas, czekałam na jakieś docinki. Jak bardzo się zdziwiłam, gdy z jego ust usłyszałam :
-Przepraszam za to co mówiłem na korytarzu dzisiaj rano. Nie powinienem tego mówić. I gratuluję wyniku na treningu.
Zamurowało mnie. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie przeprosin z jego ust.
-Emmm... Przeprosiny przyjęte i dzięki - odpowiedziałam.
-Dzięki! To może zaczniemy od początku, jakbyśmy się nie znali? Gregor jestem!
-Emilia - uśmiechnęłam się.
-GREGOR! TRENER CIĘ WOŁA! - znikąd obok nas zmaterializował się Morgi.
-Okej, okej nie jestem głuchy.
- No ja nie wiem - żartował sobie z młodszego kolegi Austriak - a tak na serio to idź do trenera, bo się wkurzy.
Thomas i Gregor uśmiechnęli się do mnie i do Bogusi po czym poszli sobie. Popatrzyłam na Rudą, która przez całą moją konwersację nic nie mówiła.
- I co się gapisz ja cielę w malowane wrota? - zapytałam.
- A tak jakoś.
- Dobrze wiedzieć.
- No ja wiem.
- Ja też wiem, że ty wiesz.
- Chodźmy może do pokoju, bo tak jakoś głupio stać w holu - powiedziała Bogusia.
- W sumie racja. Idziemy!
Gdy byłyśmy już w pokoju Uszka powiedziała, że pójdzie wziąć prysznic. Nie rozumiem po co, ale dobra. Ja postanowiłam poczytać i posłuchać muzyki. Wyciągnęłam z torby "Rywalki" - dopiero wczoraj ją kupiłam, a już się zakochałam. Polecam wszystkim (to akurat prawda - od autorki)! Założyłam słuchawki i puściłam Birdy - Skinny love. Czarujący głos piosenkarki i świetna książka wciągnęły mnie w swój świat. Nawet nie zauważyłam kiedy moja przyjaciółka wyszła z łazienki.
- Co ty tam czytasz? - spytała mnie na co się wzdrygnęłam.
- Taką zajebiaszczą książkę - pokazałam jej okładkę i zrobiłam minę typu *o*
- To książką może być fajna? - ponownie Usia zadała mi pytanie.
- Weź się lecz póki będzie za późno - błysnęłam ciętą ripostą.
- I kto to mówi.
- A weź siedź cicho! Czytam!
- Okej, okej, ale przypominam ci, że za 15 minut idziemy biegać.
Zerwałam się z łóżka wygrzebałam z walizki moja ubrania do bieganie i pobiegłam do łazienki się przebrać oraz uczesać moje włosy. Słyszałam śmiech Bogusi, która pewnie myślała sobie jaka to jestem ogarnięta. Nie moja wina, że czytanie uzależnia! 5 minut przed zbiórką byłam gotowa. Moja współlokatorka już na mnie czekała siedząc na łóżku i wystukując jakiś rytm na szafce nocnej. Wzięłam jeszcze słuchawki i wyszłyśmy z pokoju zamykając drzwi. Inni już czekali na nas na dole. Usiadłyśmy i wdałam się w rozmowę z Maćkiem. Był jedyną osobą, z którą dało się porozmawiać normalnie, ponieważ inni jęczeli, że nie chcą iść biegać, że muszą być wypoczęci itp. Ja nawet lubiłam biegać. Oczywiście wolałam skakać, ale wolałam to niż trening siłowy na przykład. Po pięciu minutach przyszedł trener, który uciszył chłopaków i powiedział, że im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy. Piotrek mruknął, że to bardzo pocieszające na co trener rzucił mu takie spojrzenie, że Żyła więcej się nie odezwał. Trener kazał zaczynać bieg, więc założyłam słuchawki nie myśląc o bieganiu tylko o tym, żeby nie zacząć śpiewać. Tak mam, leci muzyka, a ja od razu zaczynam śpiewać. Gdybym znała skoczków dłużej nie krępowałabym się, ale to dopiero około półtora dnia. Nie minęło godzina i czterdzieści pięć minut, a zobaczyłam, że wracamy do hotelu. Miło, z moim i Bogusi trenerem taki krótki trening biegowy by nie przeszedł. Postanowiłam nie mówić tego Kruczkowi, bo jeszcze przedłużyłby trening chłopakom, a ja bym nie żyła. Trener powiedział, że mamy godzinę, ewentualnie półtorej i mamy przyjść na kolację. Gdy trener skończył mówić popatrzyłam na Bogusię i podjęłam decyzję szybkiego pobiegnięcia do pokoju w celu zajęcia łazienki. Cicha zrobiła to samo, ale jej wzrost (164 cm) w porównaniu z moim (175 cm) był korzyścią dla mnie, ponieważ miałam dłuższe nogi. Gdy zobaczyłam drzwi z liczbą 169 wiedziałam, że będę pierwsza. Błyskawicznie otworzyłam drzwi i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, owinęłam się w ręcznik i otworzyłam drzwi by "wybyć" z ubikacji. Gdy wyszłam przeżyłam szok. Na moim łóżku siedział sobie Kamil z Maćkiem i rozmawiali z Bogusią. Podnieśli głowy, a ja się zarumieniłam. CO? STOP! Czemu ja się zarumieniłam?! Przecież prawie nigdy tego nie robię? No właśnie, ale dzisiaj był jeden z tych niewielu wyjątków od reguły. Uniosłam brew i spytałam :
- Co się tak gapicie? Nigdy na basenie albo na plaży nie byliście?
Podeszłam do łóżka schyliłam się po moje ubranie uważając, żeby nie było widać moich czterech liter. Ponownie weszłam do łazienki i ubrałam ten sam zestaw, który miałam na sobie wcześniej. Gdy już chwytałam za klamkę usłyszałam jak Maciek mówi "Ale nogi!" Uśmiechnęłam się i wtargnęłam do pokoju. Chłopacy powiedzieli, że muszą już iść, a Bogusia poszła się kąpać. Gdy byłyśmy gotowe poszłyśmy na stołówkę. I znów wchodząc poczułam na sobie wszystkie pary oczu. Usiadłam przy stoliku, przy którym siedzieli : Kamil, Maciek i Piotrek. Reszty jeszcze nie było.
- Dlaczego jak wchodzę na stołówkę wszyscy się na mnie patrzą? - zapytałam smarując bułkę masłem.
- Bo jesteś ładna i w ogóle? - odpowiedział jak gdyby nigdy nic Kot.
- Powiesz mi może, w którym miejscu? - powiedziałam z ironią.
- No tu i tu i tu, a no i tu - pokazał palcem Janek, który właśnie przyszedł na kolację i prawdopodobnie słyszałam moją wymianę zdań z Maćkiem.
Kolacja minęła, a ja z Usią postanowiłyśmy położyć się dzisiaj wcześniej spać.
*** dzień konkursu ***
Siedzieliśmy wszyscy przy naszym stoliku jedząc śniadanie. Bogusia nic nie jadła. Próbowałam ją do tego nakłonić, ale ona powiedziała, że jest zbyt zdenerwowana. Ja nie czułam stresu w ogóle.
Mijały godziny, aż w końcu nadszedł konkurs. W tym roku była losowana kolejność startujących drużyn. Wylosowaliśmy 14 pozycję startową co znaczyło, że ostatnią. Skakaliśmy w kolejności : Maciek, Bogusia, Kamil i na końcu jako ostatnia w całym konkursie ja. Po trzech seriach byliśmy na piątym miejscu. Prowadziła Austria za nimi Norwegia potem Niemcy i tuż przed nami Japonia. Różnice były niewielkie, ale żebyśmy wygrali musiałabym skoczyć 109 metrów co było praktycznie niemożliwe, ale postanowiłam się postarać jak najbardziej mogłam.
Siedziałam na belce czekając na znak od trenera. Gdy się pojawił odepchnęłam się od belki i sunęłam po rozbiegu. Idealne wybicie i...
---------------------------------------------------------------------
Ba dum tsss... I co teraz? Rozdział pisany przy muzyce Birdy oraz piosence Elaizy "Is it right" ;) Gorąco polecam. I jeszcze dodam, że niektóre rzeczy np. gdy bohaterka czyta książkę lub słucha muzyki i wyraża o tym jakąś opinię to często jest i będzie moja opinia :D Pozdrawiam i zapraszam do komentowania
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ :*
-Przepraszam za to co mówiłem na korytarzu dzisiaj rano. Nie powinienem tego mówić. I gratuluję wyniku na treningu.
Zamurowało mnie. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie przeprosin z jego ust.
-Emmm... Przeprosiny przyjęte i dzięki - odpowiedziałam.
-Dzięki! To może zaczniemy od początku, jakbyśmy się nie znali? Gregor jestem!
-Emilia - uśmiechnęłam się.
-GREGOR! TRENER CIĘ WOŁA! - znikąd obok nas zmaterializował się Morgi.
-Okej, okej nie jestem głuchy.
- No ja nie wiem - żartował sobie z młodszego kolegi Austriak - a tak na serio to idź do trenera, bo się wkurzy.
Thomas i Gregor uśmiechnęli się do mnie i do Bogusi po czym poszli sobie. Popatrzyłam na Rudą, która przez całą moją konwersację nic nie mówiła.
- I co się gapisz ja cielę w malowane wrota? - zapytałam.
- A tak jakoś.
- Dobrze wiedzieć.
- No ja wiem.
- Ja też wiem, że ty wiesz.
- Chodźmy może do pokoju, bo tak jakoś głupio stać w holu - powiedziała Bogusia.
- W sumie racja. Idziemy!
Gdy byłyśmy już w pokoju Uszka powiedziała, że pójdzie wziąć prysznic. Nie rozumiem po co, ale dobra. Ja postanowiłam poczytać i posłuchać muzyki. Wyciągnęłam z torby "Rywalki" - dopiero wczoraj ją kupiłam, a już się zakochałam. Polecam wszystkim (to akurat prawda - od autorki)! Założyłam słuchawki i puściłam Birdy - Skinny love. Czarujący głos piosenkarki i świetna książka wciągnęły mnie w swój świat. Nawet nie zauważyłam kiedy moja przyjaciółka wyszła z łazienki.
- Co ty tam czytasz? - spytała mnie na co się wzdrygnęłam.
- Taką zajebiaszczą książkę - pokazałam jej okładkę i zrobiłam minę typu *o*
- To książką może być fajna? - ponownie Usia zadała mi pytanie.
- Weź się lecz póki będzie za późno - błysnęłam ciętą ripostą.
- I kto to mówi.
- A weź siedź cicho! Czytam!
- Okej, okej, ale przypominam ci, że za 15 minut idziemy biegać.
Zerwałam się z łóżka wygrzebałam z walizki moja ubrania do bieganie i pobiegłam do łazienki się przebrać oraz uczesać moje włosy. Słyszałam śmiech Bogusi, która pewnie myślała sobie jaka to jestem ogarnięta. Nie moja wina, że czytanie uzależnia! 5 minut przed zbiórką byłam gotowa. Moja współlokatorka już na mnie czekała siedząc na łóżku i wystukując jakiś rytm na szafce nocnej. Wzięłam jeszcze słuchawki i wyszłyśmy z pokoju zamykając drzwi. Inni już czekali na nas na dole. Usiadłyśmy i wdałam się w rozmowę z Maćkiem. Był jedyną osobą, z którą dało się porozmawiać normalnie, ponieważ inni jęczeli, że nie chcą iść biegać, że muszą być wypoczęci itp. Ja nawet lubiłam biegać. Oczywiście wolałam skakać, ale wolałam to niż trening siłowy na przykład. Po pięciu minutach przyszedł trener, który uciszył chłopaków i powiedział, że im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy. Piotrek mruknął, że to bardzo pocieszające na co trener rzucił mu takie spojrzenie, że Żyła więcej się nie odezwał. Trener kazał zaczynać bieg, więc założyłam słuchawki nie myśląc o bieganiu tylko o tym, żeby nie zacząć śpiewać. Tak mam, leci muzyka, a ja od razu zaczynam śpiewać. Gdybym znała skoczków dłużej nie krępowałabym się, ale to dopiero około półtora dnia. Nie minęło godzina i czterdzieści pięć minut, a zobaczyłam, że wracamy do hotelu. Miło, z moim i Bogusi trenerem taki krótki trening biegowy by nie przeszedł. Postanowiłam nie mówić tego Kruczkowi, bo jeszcze przedłużyłby trening chłopakom, a ja bym nie żyła. Trener powiedział, że mamy godzinę, ewentualnie półtorej i mamy przyjść na kolację. Gdy trener skończył mówić popatrzyłam na Bogusię i podjęłam decyzję szybkiego pobiegnięcia do pokoju w celu zajęcia łazienki. Cicha zrobiła to samo, ale jej wzrost (164 cm) w porównaniu z moim (175 cm) był korzyścią dla mnie, ponieważ miałam dłuższe nogi. Gdy zobaczyłam drzwi z liczbą 169 wiedziałam, że będę pierwsza. Błyskawicznie otworzyłam drzwi i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, owinęłam się w ręcznik i otworzyłam drzwi by "wybyć" z ubikacji. Gdy wyszłam przeżyłam szok. Na moim łóżku siedział sobie Kamil z Maćkiem i rozmawiali z Bogusią. Podnieśli głowy, a ja się zarumieniłam. CO? STOP! Czemu ja się zarumieniłam?! Przecież prawie nigdy tego nie robię? No właśnie, ale dzisiaj był jeden z tych niewielu wyjątków od reguły. Uniosłam brew i spytałam :
- Co się tak gapicie? Nigdy na basenie albo na plaży nie byliście?
Podeszłam do łóżka schyliłam się po moje ubranie uważając, żeby nie było widać moich czterech liter. Ponownie weszłam do łazienki i ubrałam ten sam zestaw, który miałam na sobie wcześniej. Gdy już chwytałam za klamkę usłyszałam jak Maciek mówi "Ale nogi!" Uśmiechnęłam się i wtargnęłam do pokoju. Chłopacy powiedzieli, że muszą już iść, a Bogusia poszła się kąpać. Gdy byłyśmy gotowe poszłyśmy na stołówkę. I znów wchodząc poczułam na sobie wszystkie pary oczu. Usiadłam przy stoliku, przy którym siedzieli : Kamil, Maciek i Piotrek. Reszty jeszcze nie było.
- Dlaczego jak wchodzę na stołówkę wszyscy się na mnie patrzą? - zapytałam smarując bułkę masłem.
- Bo jesteś ładna i w ogóle? - odpowiedział jak gdyby nigdy nic Kot.
- Powiesz mi może, w którym miejscu? - powiedziałam z ironią.
- No tu i tu i tu, a no i tu - pokazał palcem Janek, który właśnie przyszedł na kolację i prawdopodobnie słyszałam moją wymianę zdań z Maćkiem.
Kolacja minęła, a ja z Usią postanowiłyśmy położyć się dzisiaj wcześniej spać.
*** dzień konkursu ***
Siedzieliśmy wszyscy przy naszym stoliku jedząc śniadanie. Bogusia nic nie jadła. Próbowałam ją do tego nakłonić, ale ona powiedziała, że jest zbyt zdenerwowana. Ja nie czułam stresu w ogóle.
Mijały godziny, aż w końcu nadszedł konkurs. W tym roku była losowana kolejność startujących drużyn. Wylosowaliśmy 14 pozycję startową co znaczyło, że ostatnią. Skakaliśmy w kolejności : Maciek, Bogusia, Kamil i na końcu jako ostatnia w całym konkursie ja. Po trzech seriach byliśmy na piątym miejscu. Prowadziła Austria za nimi Norwegia potem Niemcy i tuż przed nami Japonia. Różnice były niewielkie, ale żebyśmy wygrali musiałabym skoczyć 109 metrów co było praktycznie niemożliwe, ale postanowiłam się postarać jak najbardziej mogłam.
Siedziałam na belce czekając na znak od trenera. Gdy się pojawił odepchnęłam się od belki i sunęłam po rozbiegu. Idealne wybicie i...
---------------------------------------------------------------------
Ba dum tsss... I co teraz? Rozdział pisany przy muzyce Birdy oraz piosence Elaizy "Is it right" ;) Gorąco polecam. I jeszcze dodam, że niektóre rzeczy np. gdy bohaterka czyta książkę lub słucha muzyki i wyraża o tym jakąś opinię to często jest i będzie moja opinia :D Pozdrawiam i zapraszam do komentowania
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ :*
piątek, 20 czerwca 2014
Rozdział 5
Apel do każdego kto przeczyta ten rozdział. ZOSTAW KOMENTARZ, NAWET KROPKĘ. To na prawdę bardzo motywuje! Widzę przybywające wyświetlenia, ale nie wiem czy ktoś przeczytał czy wszedł i wyszedł. Z góry dziękuję ;)
----------------------------------------------
...zimna woda! Otworzyłam oczy i zobaczyłam naszych "cudownych" skoczków. Wyskoczyłam z łóżka i "bardzo grzecznie" kazałam im wyjść. Kamil widząc moją wściekłą minę powiedział chłopakom, że lepiej uciekać i przypomniał nam, że za 45 minut śniadanie po czym szybko wyszedł i zamknął drzwi.
- Trzeba wymyślić dla nich nauczkę. - zaczęłam rozmowę z zaspaną jeszcze Bogusią.
- Zgadzam się w 100 procentach!
- Może to co zwykle?
- Muahahhahhhahaa tak - uśmiechnęłam się złowieszczo.
- Idę do łazienki, ok?
- Okej co to w ogóle za pytanie. Tylko nie siedź tam za długo - puściłam oczko do Rudej.
- Mhhhh...
W czasie, gdy Bogusia była w łazience ja ubrałam się oraz związałam moje długie włosy w kitka. Po 15 minutach moja współlokatorka wyszła z łazienki gotowa do wyjścia na śniadanie. Szybko weszłam do łazienki i umyłam zęby po czym oznajmiłam Usi, że możemy iść. Wyszłyśmy z pokoju i powoli szłyśmy korytarzem widząc innych skoczków i skoczkinie nie tylko z Polski. Kamil mówił, że to pomysł Waltera Hoffera, aby wszyscy byli w hotelu razem. Po jakiś 5 minutach byłyśmy na stołówce w której każdy kraj miał swój stolik. Gdy weszłyśmy wszyscy obecni obrócili głowy w naszą stronę. Nie rozumiałam tego, przecież to normalne, że idziemy coś zjeść. Zajęłam miejsce koło Kamila. Bogusia usiadła po mojej lewej stronie.
- Co nic nie mówicie dalej jesteście złe za poranny żart? - spytał Piotrek Żyła.
- No wiesz... Tak dużo czasu minęło, że zdążyłyśmy zapomnieć - zironizowałam.
- Nie gniewajcie się! Przepraszamy! - powiedzieli chórem.
- Cóż... dobrze - uśmiechnęła się z politowaniem Uszka.
- Jedzcie w miarę szybko, bo od razu po śniadaniu o 10 mamy trening na skoczni. Wszyscy... - oznajmił niezadowolony z tej perspektywy Maciek.
- Niestety... - odpowiedział Kamil.
- Na skoczni normalnej? - spytałam.
- No oczywiście, przecież na niej będzie konkurs.
- Szkodaaa... - byłam nie pocieszona. Wolałam skakać na większych obiektach.
Do naszego stolika podszedł trener Kruczek :
- Bez gadania. Jedzcie szybko to może będziemy na początku i szybciej skończymy.
- Mhhh... - odpowiedzieli wszyscy z pełnymi ustami.
Trener odszedł, a my konsumowaliśmy w ciszy posiłek. Nie chcieliśmy siedzieć za długo na skoczni, więc zastosowaliśmy się do poleceń trenera. Nie minęło nawet 10 minut i już wstawaliśmy od stołu. Będąc już na korytarzu wpadłam na kogoś. Zaliczyłam glebę, bo mimo mojego metra 75 ten skoczek był ode mnie z 10 cm wyższy.
- Patrz jak łazisz- powiedział Schlierenzauer, bo właśnie na niego wpadłam.
- Gregor, daj spokój - odpowiedział mu idący z nim Thomas Morgenstern i podał mi rękę, abym mogła wstać.
- Nie dość, że lepszy to do tego milszy - obdarowałam uśmiechem tego drugiego.
- Pfffff... Zobaczymy dzisiaj na treningu - naburmuszony Schlieri odwrócił się na pięcie i odszedł.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać z zachowania austriackiej "gwiazdki".
***
Mimo pośpiechu i zameldowania się na skoczni jako pierwsi członkowie zarządu zarządzili (xD) trening wszystkich ekip w tym samym czasie. Najpierw skakali faceci potem my. Nasi wypadli całkiem nieźle : Maciek skoczył 93 metry, a Kamil 95. Gdy już nadszedł czas na nas okazało się, że ja będę skakać ostatnia a Bogusia druga. 85 metrów mojej przyjaciółki ucieszyło mnie, ponieważ warunki nie były wymarzona. Nikt dzisiaj nie skoczył powyżej 95,5 metrów, więc ja również nie spodziewałam się takiego skoku. W końcu nadeszła kolej na mnie. Usiadłam na belce i zobaczyłam, że Kruczek macha chorągiewką. Odepchnięcie, zjazd, wybicie i... bardzo dobry skok! Czekałam aż wyświetli się liczba skoczonych przeze mnie metrów i patrzyłam po twarzach innych, na których zobaczyłam zdziwienie. Skoczyłam 101 metrów!!! Nie mogłam w to uwierzyć skok nie wydawała się taki długi.
Perspektywa Kamila
Patrzyłem jak skoczy moja młodsza siostra. Już widziałem ją na belce i czekałem ile skoczy. Sam skoczyłem 95 metrów, więc zdziwiłem się chociaż znałem możliwości mojej siostry. Gdy wylądowała widziałem radość i... niezadowolenie? Popatrzyłem na licznik,a tam zobaczyłem liczbę 101! Popatrzyłem po twarzach innych. Widziałem podziw i zdziwienie tym skokiem. Po zakończonym treningu spytałem się trenera co sądzi o naszych próbach. Kruczek oznajmił, że były dobre, ale najlepiej skoczyła Emila. Byłem zadowolony, ponieważ moja siostra często nie wierzy w swoje możliwości. Może ten skok trochę jej uświadomi jak dobra jest. Niestety dzisiaj czekało nas jeszcze bieganie. Na szczęście bez innych reprezentacji!
Perspektywa Emilii
Dużo osób patrzyło na mnie z podziwem po tym treningu. Przecież to był normalny, niezły skok. Weszłam do hotelu. Rozmawiałam z Bogusią kiedy podszedł do mnie...
------------------------------------------------------------------
Kto podszedł? Czekam na sugestie ;) Przynajmniej 2 komentarze i 6 rozdział :) Pamiętajcie :
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ!!!
Pozdrawiam Siatkowa :*
----------------------------------------------
...zimna woda! Otworzyłam oczy i zobaczyłam naszych "cudownych" skoczków. Wyskoczyłam z łóżka i "bardzo grzecznie" kazałam im wyjść. Kamil widząc moją wściekłą minę powiedział chłopakom, że lepiej uciekać i przypomniał nam, że za 45 minut śniadanie po czym szybko wyszedł i zamknął drzwi.
- Trzeba wymyślić dla nich nauczkę. - zaczęłam rozmowę z zaspaną jeszcze Bogusią.
- Zgadzam się w 100 procentach!
- Może to co zwykle?
- Muahahhahhhahaa tak - uśmiechnęłam się złowieszczo.
- Idę do łazienki, ok?
- Okej co to w ogóle za pytanie. Tylko nie siedź tam za długo - puściłam oczko do Rudej.
- Mhhhh...
W czasie, gdy Bogusia była w łazience ja ubrałam się oraz związałam moje długie włosy w kitka. Po 15 minutach moja współlokatorka wyszła z łazienki gotowa do wyjścia na śniadanie. Szybko weszłam do łazienki i umyłam zęby po czym oznajmiłam Usi, że możemy iść. Wyszłyśmy z pokoju i powoli szłyśmy korytarzem widząc innych skoczków i skoczkinie nie tylko z Polski. Kamil mówił, że to pomysł Waltera Hoffera, aby wszyscy byli w hotelu razem. Po jakiś 5 minutach byłyśmy na stołówce w której każdy kraj miał swój stolik. Gdy weszłyśmy wszyscy obecni obrócili głowy w naszą stronę. Nie rozumiałam tego, przecież to normalne, że idziemy coś zjeść. Zajęłam miejsce koło Kamila. Bogusia usiadła po mojej lewej stronie.
- Co nic nie mówicie dalej jesteście złe za poranny żart? - spytał Piotrek Żyła.
- No wiesz... Tak dużo czasu minęło, że zdążyłyśmy zapomnieć - zironizowałam.
- Nie gniewajcie się! Przepraszamy! - powiedzieli chórem.
- Cóż... dobrze - uśmiechnęła się z politowaniem Uszka.
- Jedzcie w miarę szybko, bo od razu po śniadaniu o 10 mamy trening na skoczni. Wszyscy... - oznajmił niezadowolony z tej perspektywy Maciek.
- Niestety... - odpowiedział Kamil.
- Na skoczni normalnej? - spytałam.
- No oczywiście, przecież na niej będzie konkurs.
- Szkodaaa... - byłam nie pocieszona. Wolałam skakać na większych obiektach.
Do naszego stolika podszedł trener Kruczek :
- Bez gadania. Jedzcie szybko to może będziemy na początku i szybciej skończymy.
- Mhhh... - odpowiedzieli wszyscy z pełnymi ustami.
Trener odszedł, a my konsumowaliśmy w ciszy posiłek. Nie chcieliśmy siedzieć za długo na skoczni, więc zastosowaliśmy się do poleceń trenera. Nie minęło nawet 10 minut i już wstawaliśmy od stołu. Będąc już na korytarzu wpadłam na kogoś. Zaliczyłam glebę, bo mimo mojego metra 75 ten skoczek był ode mnie z 10 cm wyższy.
- Patrz jak łazisz- powiedział Schlierenzauer, bo właśnie na niego wpadłam.
- Gregor, daj spokój - odpowiedział mu idący z nim Thomas Morgenstern i podał mi rękę, abym mogła wstać.
- Nie dość, że lepszy to do tego milszy - obdarowałam uśmiechem tego drugiego.
- Pfffff... Zobaczymy dzisiaj na treningu - naburmuszony Schlieri odwrócił się na pięcie i odszedł.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać z zachowania austriackiej "gwiazdki".
***
Mimo pośpiechu i zameldowania się na skoczni jako pierwsi członkowie zarządu zarządzili (xD) trening wszystkich ekip w tym samym czasie. Najpierw skakali faceci potem my. Nasi wypadli całkiem nieźle : Maciek skoczył 93 metry, a Kamil 95. Gdy już nadszedł czas na nas okazało się, że ja będę skakać ostatnia a Bogusia druga. 85 metrów mojej przyjaciółki ucieszyło mnie, ponieważ warunki nie były wymarzona. Nikt dzisiaj nie skoczył powyżej 95,5 metrów, więc ja również nie spodziewałam się takiego skoku. W końcu nadeszła kolej na mnie. Usiadłam na belce i zobaczyłam, że Kruczek macha chorągiewką. Odepchnięcie, zjazd, wybicie i... bardzo dobry skok! Czekałam aż wyświetli się liczba skoczonych przeze mnie metrów i patrzyłam po twarzach innych, na których zobaczyłam zdziwienie. Skoczyłam 101 metrów!!! Nie mogłam w to uwierzyć skok nie wydawała się taki długi.
Perspektywa Kamila
Patrzyłem jak skoczy moja młodsza siostra. Już widziałem ją na belce i czekałem ile skoczy. Sam skoczyłem 95 metrów, więc zdziwiłem się chociaż znałem możliwości mojej siostry. Gdy wylądowała widziałem radość i... niezadowolenie? Popatrzyłem na licznik,a tam zobaczyłem liczbę 101! Popatrzyłem po twarzach innych. Widziałem podziw i zdziwienie tym skokiem. Po zakończonym treningu spytałem się trenera co sądzi o naszych próbach. Kruczek oznajmił, że były dobre, ale najlepiej skoczyła Emila. Byłem zadowolony, ponieważ moja siostra często nie wierzy w swoje możliwości. Może ten skok trochę jej uświadomi jak dobra jest. Niestety dzisiaj czekało nas jeszcze bieganie. Na szczęście bez innych reprezentacji!
Perspektywa Emilii
Dużo osób patrzyło na mnie z podziwem po tym treningu. Przecież to był normalny, niezły skok. Weszłam do hotelu. Rozmawiałam z Bogusią kiedy podszedł do mnie...
------------------------------------------------------------------
Kto podszedł? Czekam na sugestie ;) Przynajmniej 2 komentarze i 6 rozdział :) Pamiętajcie :
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ!!!
Pozdrawiam Siatkowa :*
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Rozdział 4
Cały tydzień ja z Bogusią jarałyśmy się jak Rzym za Nerona naszym wyjazdem i wprost nie mogłyśmy się doczekać. W szkole nic ciekawego się nie działo w domu też zero, bo rodzice wyjechali oglądać jakiś samochód czy coś. W końcu się doczekałyśmy. Stawiłyśmy się na miejsce zbiórki o umówionej godzinie. Przez CAŁĄ drogę gadałyśmy z Rudą o wszystkim i o niczym. Nareszcie po około 4 godzinach podróży dotarłyśmy. Podjechał pod nas jakiś autobus chyba naszej reprezentacji, ale nie wiem. Gdy sobie nim spokojnie jechałyśmy zadzwonił nie kto inny jak Kamil.
K - Hej Milka, mają dziś podobne jakieś dwie dobre skoczkinie przyjechać z nami trenować. Czy to nie przypadkiem ty z Bogusią?
Ja - Niee, my mamy jakieś inne zawody czy coś tak nam trener mówił.
- Aaaa dobra to ja muszę kończyć, bo one zaraz będą.
- Okej paaa!
Bogusia spojrzała na mnie pytającym wzrokiem pytając : I co??? Odpowiedziałam, że się nabrał i zrobiłam minę typu me gusta. W oddali widać już było hotel? w którym mieliśmy być w czasie pobytu w Lillehammer. Gdy miły pan podjechał pod drzwi śmiałyśmy się z Bogusią gdzie czerwony dywan. Jak najszybciej wysiadłyśmy z samochodu. "Cichy pan z samochodu" powiedział, że nie mamy brać walizek. W sumie było tam trochę rzeczy. Szybko weszłyśmy do hotelu, a tam siedzieli sobie skoczkowie, którzy jak jeden mąż odwrócili głowy na nasz widok. U Kamila była to mina WTF? a inni skoczkowie patrzyli z zainteresowaniem. Oczywiście jakżeby inaczej zaczęły się przywitania, które u skoczków wyglądały tak, że wszyscy przekrzykiwali się krzycząc Hej! Witamy! Cześć! itp. A Kamil krzyknął celując we mnie palcem :
- Przecież mówiłaś, że to nie wy przyjeżdżacie!
Ja : - Pomyśl czasem kto by miał przyjechać? My pomożemy w zdobyciu dobrego wyniku, bo jak nie my to kto?
- No w sumiee...
Teraz głos przejął trener Kruczek, który powiedział :
- Jutro wszyscy trening na skoczni rano, a po południu bieganie.
Chłopacy zaczęli jęczeć, że po co nam bieganie, że codziennie i tak dużo biegają, ale Kruczek był nieugięty. Trener sobie poszedł, a my zostałyśmy z chłopakami, którzy wymyślili zabawę w "Pytania" tak to nazwali. Zasady były takie, że oni nam zadają pytania, ale my im nie możemy zadać. Świetnie, prawda? Ale co miałyśmy zrobić? Zaczynał Maciek Kot :
- Hmm... nie lubię tej "zabawy" nigdy nie wiem o co mam się zapytać.
- No, dawaj! - krzyknął Żyła.
- Okej, okej! To... najlepszy skoczek narciarski? - wrócił dom pytania "Kocur".
- Uuuuu... Maciuś - śmiali się inni.
- Nie powiemy, bo będziecie się śmiać. - powiedziałam i puściłam oko do Uszki, tak, żeby nikt nie widział.
- No mówcie!
- No dobra... Gregor Schlierenzauer. - powiedziała Bogusia z kamienną twarzą.
- Co?!
- Taki żarcik.
- Ufff... - westchnęli z ulgą - a tak na prawdę?
- Adam Małysz, Simon Amman, ale każdy skoczek jest fajny .
- No! I to mi się podoba! - ķrzyknął (kolejny raz dzisiaj) "Wewiór"
Po 30 minutach skończyliśmy tą "grę", ponieważ przyszedł trener i powiedział, że mamy iść do pokoju, bo jutro trzeba wcześnie wstać, a my jesteśmy po podróży. Chłopaki pewnie chcieli dalej zadawać pytania typu "Ulubiony kolor?", "Macie chłopaka?" (Wewiór) itp. Ogarnęłyśmy walizki i siebie i o jakiejś 22 leżałyśmy w łóżkach rozmawiając, gdy usłyszałyśmy, że ktoś wali w ścianę obok. Nie cackałam się z tym kimś tylko wzięłam moja klapka z szafy i z całej siły rzuciłam. Więcej nie słyszałyśmy niczego. O około 23 zasnęłam. Rano obudziła mnie...
-----------------------------------------------------
Heeeeeej :) Witam po przerwie (zepsuty komputer :( ). Strasznie przepraszam i jeszcze dzisiaj spróbuję dodać rozdział nr 5, ale nie obiecuję, bo piszę na tablecie. Nienawidzę tego!!! Jeazcze raz przepraszam i pozdrawiam :*
Siatkowa
K - Hej Milka, mają dziś podobne jakieś dwie dobre skoczkinie przyjechać z nami trenować. Czy to nie przypadkiem ty z Bogusią?
Ja - Niee, my mamy jakieś inne zawody czy coś tak nam trener mówił.
- Aaaa dobra to ja muszę kończyć, bo one zaraz będą.
- Okej paaa!
Bogusia spojrzała na mnie pytającym wzrokiem pytając : I co??? Odpowiedziałam, że się nabrał i zrobiłam minę typu me gusta. W oddali widać już było hotel? w którym mieliśmy być w czasie pobytu w Lillehammer. Gdy miły pan podjechał pod drzwi śmiałyśmy się z Bogusią gdzie czerwony dywan. Jak najszybciej wysiadłyśmy z samochodu. "Cichy pan z samochodu" powiedział, że nie mamy brać walizek. W sumie było tam trochę rzeczy. Szybko weszłyśmy do hotelu, a tam siedzieli sobie skoczkowie, którzy jak jeden mąż odwrócili głowy na nasz widok. U Kamila była to mina WTF? a inni skoczkowie patrzyli z zainteresowaniem. Oczywiście jakżeby inaczej zaczęły się przywitania, które u skoczków wyglądały tak, że wszyscy przekrzykiwali się krzycząc Hej! Witamy! Cześć! itp. A Kamil krzyknął celując we mnie palcem :
- Przecież mówiłaś, że to nie wy przyjeżdżacie!
Ja : - Pomyśl czasem kto by miał przyjechać? My pomożemy w zdobyciu dobrego wyniku, bo jak nie my to kto?
- No w sumiee...
Teraz głos przejął trener Kruczek, który powiedział :
- Jutro wszyscy trening na skoczni rano, a po południu bieganie.
Chłopacy zaczęli jęczeć, że po co nam bieganie, że codziennie i tak dużo biegają, ale Kruczek był nieugięty. Trener sobie poszedł, a my zostałyśmy z chłopakami, którzy wymyślili zabawę w "Pytania" tak to nazwali. Zasady były takie, że oni nam zadają pytania, ale my im nie możemy zadać. Świetnie, prawda? Ale co miałyśmy zrobić? Zaczynał Maciek Kot :
- Hmm... nie lubię tej "zabawy" nigdy nie wiem o co mam się zapytać.
- No, dawaj! - krzyknął Żyła.
- Okej, okej! To... najlepszy skoczek narciarski? - wrócił dom pytania "Kocur".
- Uuuuu... Maciuś - śmiali się inni.
- Nie powiemy, bo będziecie się śmiać. - powiedziałam i puściłam oko do Uszki, tak, żeby nikt nie widział.
- No mówcie!
- No dobra... Gregor Schlierenzauer. - powiedziała Bogusia z kamienną twarzą.
- Co?!
- Taki żarcik.
- Ufff... - westchnęli z ulgą - a tak na prawdę?
- Adam Małysz, Simon Amman, ale każdy skoczek jest fajny .
- No! I to mi się podoba! - ķrzyknął (kolejny raz dzisiaj) "Wewiór"
Po 30 minutach skończyliśmy tą "grę", ponieważ przyszedł trener i powiedział, że mamy iść do pokoju, bo jutro trzeba wcześnie wstać, a my jesteśmy po podróży. Chłopaki pewnie chcieli dalej zadawać pytania typu "Ulubiony kolor?", "Macie chłopaka?" (Wewiór) itp. Ogarnęłyśmy walizki i siebie i o jakiejś 22 leżałyśmy w łóżkach rozmawiając, gdy usłyszałyśmy, że ktoś wali w ścianę obok. Nie cackałam się z tym kimś tylko wzięłam moja klapka z szafy i z całej siły rzuciłam. Więcej nie słyszałyśmy niczego. O około 23 zasnęłam. Rano obudziła mnie...
-----------------------------------------------------
Heeeeeej :) Witam po przerwie (zepsuty komputer :( ). Strasznie przepraszam i jeszcze dzisiaj spróbuję dodać rozdział nr 5, ale nie obiecuję, bo piszę na tablecie. Nienawidzę tego!!! Jeazcze raz przepraszam i pozdrawiam :*
Siatkowa
środa, 11 czerwca 2014
INFORMACJA
Przepraszam bardzo za to, że to dopiero początek bloga, a ja już rzadko dodaje posty, ale byłam na Zielonej Szkole i musiałam ćwiczyć na pianinie, bo miałam egzamin :/ Rozdział 4 pojawi się najprawdopodobniej jutro lub dziś wieczorem, bo od chyba tygodnia jest tworzony :C Więc jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że się nie gniewacie :)
Pozdrawiam Siatkowa :*
Pozdrawiam Siatkowa :*
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Rozdział 3
... chłopaka Bogusi całującego się z jakaś lalą! Nim zdążyłam ją powstrzymać podbiegła do niego i dała mu w twarz. On od razu na nią spojrzał i zamarł. On tj. Dawid krzyknął, że to nie tak jak myśli i, że wszystko jej wytłumaczy, czyli te wszystkie denne teksty, które faceci wkręcają partnerkom. Uszce zaszkliły się oczy, gdy krzyknęła, że to koniec. Zbierając szczenkę z podłogi podeszłam do przyjaciółki i odciągnęłam ją od tego dupka.
Ja - Chodźmy do mnie do domu dzisiaj odpuścimy sobie te zakupy.
B - Ale ja muszę sobie coś kupić i tak... jakoś... w ogóle nie jest mi przykro.
- CO?
- No, to chyba było tylko zauroczenie, a ja głupia myślałam, że to miłość.
- Nie rozumiem ciebie, ale nie będę w to wnikała.
- Ja też siebie nie rozumiem, ale może chodźmy już do tego sklepu.
- Okej, okej, chciałaś buty kupić?
- Taaak.
- A jakie?
- Jakieś adidasy lub trampki, bo żadnych nie mam.
- WORLDBOX!!! - krzyknęłyśmy równocześnie tak, że chyba cała galeria słyszała.
Po kilku krokach zobaczyłyśmy nasz ulubiony sklep z butami. Bogusia zastanawiała się nad tymi i tymi . W końcu wybrała te drugie chociaż obie jesteśmy osobami niezdecydowanymi to jakoś się udało. Uznałyśmy, że dzisiaj nie mamy ochoty chodzić po sklepach, więc od razu poszłyśmy na autobus, bo w końcu to jesień, robiło się już trochę ciemno. Po dojechaniu do domu i pożegnaniu się z Uszką i "przywitaniu" z rodzicami poszłam wziąć zimny prysznic, po którym od razu padłam na łóżko w moich słuchawkach słuchając jednej z moich ulubionych piosenek. Myślałam nad tym czy miłość zawsze tak wygląda : najpierw jest ogromna potem robi się coraz mniejsza aż w końcu się wypala? Ja nigdy nie miałam takiego "prawdziwego" chłopaka. Miałam bardziej przyjaciół, którzy przychodzili i odchodzili nie licząc Bogusi. Myślałam również o wyjeździe do Lillehammer. Aż w końcu zasnęłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Łapcie taki rozdział pisany na szybko ;) Mam nadzieję na więcej komentarzy, bo jakoś mało :C Pozdrawiam SiatkowaLimcia :D
Ja - Chodźmy do mnie do domu dzisiaj odpuścimy sobie te zakupy.
B - Ale ja muszę sobie coś kupić i tak... jakoś... w ogóle nie jest mi przykro.
- CO?
- No, to chyba było tylko zauroczenie, a ja głupia myślałam, że to miłość.
- Nie rozumiem ciebie, ale nie będę w to wnikała.
- Ja też siebie nie rozumiem, ale może chodźmy już do tego sklepu.
- Okej, okej, chciałaś buty kupić?
- Taaak.
- A jakie?
- Jakieś adidasy lub trampki, bo żadnych nie mam.
- WORLDBOX!!! - krzyknęłyśmy równocześnie tak, że chyba cała galeria słyszała.
Po kilku krokach zobaczyłyśmy nasz ulubiony sklep z butami. Bogusia zastanawiała się nad tymi i tymi . W końcu wybrała te drugie chociaż obie jesteśmy osobami niezdecydowanymi to jakoś się udało. Uznałyśmy, że dzisiaj nie mamy ochoty chodzić po sklepach, więc od razu poszłyśmy na autobus, bo w końcu to jesień, robiło się już trochę ciemno. Po dojechaniu do domu i pożegnaniu się z Uszką i "przywitaniu" z rodzicami poszłam wziąć zimny prysznic, po którym od razu padłam na łóżko w moich słuchawkach słuchając jednej z moich ulubionych piosenek. Myślałam nad tym czy miłość zawsze tak wygląda : najpierw jest ogromna potem robi się coraz mniejsza aż w końcu się wypala? Ja nigdy nie miałam takiego "prawdziwego" chłopaka. Miałam bardziej przyjaciół, którzy przychodzili i odchodzili nie licząc Bogusi. Myślałam również o wyjeździe do Lillehammer. Aż w końcu zasnęłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Łapcie taki rozdział pisany na szybko ;) Mam nadzieję na więcej komentarzy, bo jakoś mało :C Pozdrawiam SiatkowaLimcia :D
niedziela, 1 czerwca 2014
Rozdział 2
... drużynę plastików, czyli cheerleaderki z naszej szkoły, które podobno też tu trenują.
- A wy co tu robicie?! - zapytałam.
- Trenujemy - odpowiedział największy plastik na naszej planecie, a mianowicie panna Daria.
- Przecież teraz my mamy trening!
- My mamy turniej, więc mamy treningi teraz częściej kochana.
- Mam to gdzieś!
- Nie denerwuj się, bo złość piękności szkodzi, oj sorki zapomniałam tobie już nie może zaszkodzić.
- Oh.. Wiesz masz tak okropne wnętrze jak wygląd.
Wróg numer 1 (czyt. Daria) zamilkła, a my poszłyśmy wyjaśnić tą sytuację. Nasz trener nie zaszczycił nas nawet spojrzeniem dopóki Bogusia nie odchrząknęła baaaardzo wymownie. Trener spojrzał się i powiedział :
- O! Już jesteście to dobrze!
B : Tak już jesteśmy, ale co w naszej szatni robią jakieś plastikowe lale??
- Kto???
- Cheerleaderki - wyjaśniłam.
- Nie wiem, zaraz wyjaśnię tą sprawę.
Po jakiś 5 minutach trener wrócił wraz z (chyba) trenerką zespołu. Gestykulował co było u niego zupełnie normalne. Jakieś 4 kroki za nimi szły uśmiechnięte od ucha do ucha te idiotki. Trener przywołał nas gestem do siebie i powiedział, że dziś mamy trening na dworzu. Ja oczywiście krzyknęłam, że nie mam mowy, bo to my teraz powinnyśmy trenować na hali, ale trener uciszył mnie jednym spojrzeniem i kazał mi oraz Uszce iść się ubrać w jakąś bluzę. Daria i inne z tryumfalną miną patrzyły na nas, a we mnie się gotowało. Po 10 minutach już zwarte, gotowe i uspokojone wyszłyśmy przed halę gdzie czekał trener. Zaczął przemowę :
- Dziewczyny po pierwsze chyba już wiecie, że obie będziecie reprezentować Polskę w konkursie mieszanym...
Ja : BOGUSIA TO TY TEŻ JEDZIE..
T : Emilia nie przerywaj mi! No wracając bardzo wam gratuluję i, w co nie wątpię, mam nadzieję, że dobrze wypadniecie. Za tydzień wyjeżdżacie właśnie z tego miejsca na lotnisko i lecicie do Lillehammer gdzie będziecie trenować ze skoczkami. Zbiórka 9:20. Macie zabrać co uważacie : coś do ubrania, buty do biegania itd. Aha oczywiście wasz sprzęt również będzie zabrany. Jeszcze raz wam gratuluję! Po 2 sytuacja z cheerleaderkami jest nie zbyt fajna, ale Emila proszę Cię o zachowanie spokoju następnym razem. Po 3 biegniecie za mną a potem na wzmacnianie i rozciąganie wrócimy do hali.
Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że Bogusia również jedzie i uznałam, że jestem głupia no, bo kto inny. Trener nie pozwala nam rozmawiać w czasie biegu , więc musiałam poczekać do końca treningu, żeby dopytać się jej dokładnie o wszystko. Po 1,5 godziny biegania po ulicach Zakopanego wróciliśmy do hali, wykonaliśmy różne ćwiczenia. Plastików na szczęście już nie było. Gdy już wszystko zrobiłyśmy wpadł mi do głowy pomysł. Od razu zawołałam trenera i powiedziałam :
- Trenerze, a czy skoczkowie będą wiedzieć jakie dziewczyny przyjeżdżają?
- Chyba nie, a co?
- Jeśli będzie trener w kontakcie z "kołczem" Kruczkiem niech go trener poprosi, żeby mówił chłopakom, że nic im nie wiadomo.
- No... dobrze, ale nie wiem czemu ma to służyć?
-Ja też nie - włączyła się do rozmowy Bogusia.
- Ważne, że ja wiem! Tak naprawdę to ma być taka "niespodzianka" jeśli można to tak nazwać.
- No dobra - odpowiedział trener - a teraz was żegnam!
- Do widzenia, do jutra! - odpowiedziałyśmy chórem.
W szatni od razu krzyknęłam do Bogusi :
- CZEMU NIC MI NIE POWIEDZIAŁAŚ!!!?
- Ty mi mogłaś powiedzieć.
- Ej, no w sumie tak.
- Dobra, przebieraj się.
- Co mnie tak popędzasz?
-Idziesz ze mną na "szoping" do Biedrzonki??? - spytała Usia z ironią.
- Z tobą zawsze!
- Ok, ale tak na serio muszę kupić buty.
- Dobra gotowa?
- O jak szybko na wieść o zakupach!
- A co!
- Już się boję!
- Hahahahaha! Jak się bawić, to się bawić drzwi wywalić, okna wstawić!
- O esuuuu!!
Gdy byłyśmy już w sklepie zobaczyłyśmy tam...
-----------------------------------------------------------------------------------
W następnym rozdziale "szoping" i ... więcej nie powiem xD
Dziękuję za 107 wyświetleń!!! <3 <3 <3 liczyłam na początku na jakieś 40, a tutaj paczę 107 :D Baaaardzo się cieszę :D Jeśli ktoś przeczyta proszę o komentarz :D Pozdrawiam ;*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ ;)
Mła! Mła! Całuski! Siatkowa ;)
- A wy co tu robicie?! - zapytałam.
- Trenujemy - odpowiedział największy plastik na naszej planecie, a mianowicie panna Daria.
- Przecież teraz my mamy trening!
- My mamy turniej, więc mamy treningi teraz częściej kochana.
- Mam to gdzieś!
- Nie denerwuj się, bo złość piękności szkodzi, oj sorki zapomniałam tobie już nie może zaszkodzić.
- Oh.. Wiesz masz tak okropne wnętrze jak wygląd.
Wróg numer 1 (czyt. Daria) zamilkła, a my poszłyśmy wyjaśnić tą sytuację. Nasz trener nie zaszczycił nas nawet spojrzeniem dopóki Bogusia nie odchrząknęła baaaardzo wymownie. Trener spojrzał się i powiedział :
- O! Już jesteście to dobrze!
B : Tak już jesteśmy, ale co w naszej szatni robią jakieś plastikowe lale??
- Kto???
- Cheerleaderki - wyjaśniłam.
- Nie wiem, zaraz wyjaśnię tą sprawę.
Po jakiś 5 minutach trener wrócił wraz z (chyba) trenerką zespołu. Gestykulował co było u niego zupełnie normalne. Jakieś 4 kroki za nimi szły uśmiechnięte od ucha do ucha te idiotki. Trener przywołał nas gestem do siebie i powiedział, że dziś mamy trening na dworzu. Ja oczywiście krzyknęłam, że nie mam mowy, bo to my teraz powinnyśmy trenować na hali, ale trener uciszył mnie jednym spojrzeniem i kazał mi oraz Uszce iść się ubrać w jakąś bluzę. Daria i inne z tryumfalną miną patrzyły na nas, a we mnie się gotowało. Po 10 minutach już zwarte, gotowe i uspokojone wyszłyśmy przed halę gdzie czekał trener. Zaczął przemowę :
- Dziewczyny po pierwsze chyba już wiecie, że obie będziecie reprezentować Polskę w konkursie mieszanym...
Ja : BOGUSIA TO TY TEŻ JEDZIE..
T : Emilia nie przerywaj mi! No wracając bardzo wam gratuluję i, w co nie wątpię, mam nadzieję, że dobrze wypadniecie. Za tydzień wyjeżdżacie właśnie z tego miejsca na lotnisko i lecicie do Lillehammer gdzie będziecie trenować ze skoczkami. Zbiórka 9:20. Macie zabrać co uważacie : coś do ubrania, buty do biegania itd. Aha oczywiście wasz sprzęt również będzie zabrany. Jeszcze raz wam gratuluję! Po 2 sytuacja z cheerleaderkami jest nie zbyt fajna, ale Emila proszę Cię o zachowanie spokoju następnym razem. Po 3 biegniecie za mną a potem na wzmacnianie i rozciąganie wrócimy do hali.
Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że Bogusia również jedzie i uznałam, że jestem głupia no, bo kto inny. Trener nie pozwala nam rozmawiać w czasie biegu , więc musiałam poczekać do końca treningu, żeby dopytać się jej dokładnie o wszystko. Po 1,5 godziny biegania po ulicach Zakopanego wróciliśmy do hali, wykonaliśmy różne ćwiczenia. Plastików na szczęście już nie było. Gdy już wszystko zrobiłyśmy wpadł mi do głowy pomysł. Od razu zawołałam trenera i powiedziałam :
- Trenerze, a czy skoczkowie będą wiedzieć jakie dziewczyny przyjeżdżają?
- Chyba nie, a co?
- Jeśli będzie trener w kontakcie z "kołczem" Kruczkiem niech go trener poprosi, żeby mówił chłopakom, że nic im nie wiadomo.
- No... dobrze, ale nie wiem czemu ma to służyć?
-Ja też nie - włączyła się do rozmowy Bogusia.
- Ważne, że ja wiem! Tak naprawdę to ma być taka "niespodzianka" jeśli można to tak nazwać.
- No dobra - odpowiedział trener - a teraz was żegnam!
- Do widzenia, do jutra! - odpowiedziałyśmy chórem.
W szatni od razu krzyknęłam do Bogusi :
- CZEMU NIC MI NIE POWIEDZIAŁAŚ!!!?
- Ty mi mogłaś powiedzieć.
- Ej, no w sumie tak.
- Dobra, przebieraj się.
- Co mnie tak popędzasz?
-Idziesz ze mną na "szoping" do Biedrzonki??? - spytała Usia z ironią.
- Z tobą zawsze!
- Ok, ale tak na serio muszę kupić buty.
- Dobra gotowa?
- O jak szybko na wieść o zakupach!
- A co!
- Już się boję!
- Hahahahaha! Jak się bawić, to się bawić drzwi wywalić, okna wstawić!
- O esuuuu!!
Gdy byłyśmy już w sklepie zobaczyłyśmy tam...
-----------------------------------------------------------------------------------
W następnym rozdziale "szoping" i ... więcej nie powiem xD
Dziękuję za 107 wyświetleń!!! <3 <3 <3 liczyłam na początku na jakieś 40, a tutaj paczę 107 :D Baaaardzo się cieszę :D Jeśli ktoś przeczyta proszę o komentarz :D Pozdrawiam ;*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ ;)
Mła! Mła! Całuski! Siatkowa ;)
środa, 28 maja 2014
Rozdział 1
Przeczytajcie koniecznie komentarz odautorski pod rozdziałem!
-------------------------------------------------------------------------------------
Gdy wróciłam do pokoju zauważyłam, że za 15 minut muszę być gotowa, bo przychodzi po mnie Bogusia i jedziemy na trening. Ubrałam się i spakowałam strój na trening. Podłączyłam słuchawki do telefonu i z ulgą zobaczyłam, że za 3 minuty powinna być. Dzisiaj była nawet minutę przed czasem co było bardzo dziwne, bo zazwyczaj wszędzie się spóźnia. Zbiegłam po schodach przy okazji wkładając do jednego ucha słuchawkę, drugą swobodnie zwisała, bo jakoś musiałam słyszeć przyjaciółkę. Krzyknęłam w przestrzeń przedpokoju "Do widzenia!" i tyle mnie widzieli. Uszka na powitanie krzyknęła :
- Emilio, witam ja ciebie!
- Ciszej idiotko, normalne osoby nie drą się tak!
- Spadaj debilko, sama się drzesz! - te mądre początki naszych rozmów.
- Dobra, ogarnijmy się, bo ludzie w Zębie chyba mają nas dość.
- Oj tam, oj tam! Emilia, coś ci zwisa.
- Dobry suchar nie jest zły, ale ten nie był dobry.
- Był, był i to jak! Czego znów słuchasz?? Tego pedała Biebera?
- Tak, ale bez przesady on wcale nie jest pedałem i ma całkiem fajny głos.
- Niech ci będzie nie mam siły, żeby się kłócić już i tak dzisiaj moja mama kłóciła się ze mną o tą dwóję z matmy.
- Biedna - powiedziałam z sarkazmem - trzeba było się uczyć a nie na fejsie siedzieć!
- Odezwała się!
- A żebyś wiedziała. Koniec rozmowy musimy się pośpieszyć, bo zaraz mamy autobus.
- Okej, bez odbioru!
Strzeliłam fejspalma i przez chwilę szłyśmy w milczeniu, a ja wsłuchiwałam się w słowa piosenki "As long as you love me". Nie żebym była jakąś Belieber czy coś, ale nie rozumiem czemu ludzie tak go obrażają, przecież bardzo ładnie śpiewa. Po chwili doszłyśmy na przystanek, na który właśnie powinien wjeżdżać autobus, więc oczywiście go nie było! Ruda (to również przezwisko Bogusi) korzystając z okazji wepchnęła mnie w zgarnięta kupę liści.
- BOGUMIŁO, jakiś pan pracował w pocie chleba na kawałek czoła, a ty to zniszczyłaś!!!
- Mój zjarany Zbyszku nie denerwuj się tak!!
- Dobrze, odpracujesz w polu!
-Chciałabyś!
- Nawet nie wiesz jak bardzo!
- Która godzina?
- 15:56
- Spóźnimy się na trening przez ten zjebany autobus!!! ZNOWU!
- No co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Nie moja wina, że mieszkamy na jakiejś wsi.
- Zadzwońmy do trenera?
- Dobra, już dzwonię.
ROZMOWA Z TRENEREM
E : Dzień dobry trenerze.
T : Witam co się stało?
- Właśnie stoimy z Bogusią i czekamy na autobus, którego wciąż nie ma...
- To znaczy, że spóźnicie się na trening?
- YYyy.. no... chyba raczej tak.
- Okej, ale postarajcie się być jak najszybciej.
- Dobrze, oczywiście, jasne, do widzenia!
- Do widzenia!
PO ROZMOWIE
W oddali już widać było autobus, więc odetchnęłyśmy z ulgą. Szybko przywitałyśmy się za bardzo "miłym" panem kierowcą i usiadłyśmy "na tyłach". Po 20 minutach dojechałyśmy do miejsca docelowego (czyt. sali treningowej) i weszłyśmy po 21 stopniach do szatni, a gdy zobaczyłyśmy kto tam jest zamarłyśmy...
------------------------------------------------------------------------
Hej :D Chciałam was poinformować, że rozdziały będą pojawiać się kiedy tylko będą mogła i kiedy będę miała pomysł ;) Jeśli macie do mnie jakieś pytania, uwagi itp. piszcie w komentarzach. Kogo dziewczyny zobaczyły w szatni??? Jakieś sugestie lub podejrzenia? A i mam do was pytanie jak robić takie coś ze zdjęć ubrań?? Bo moje nie jest zbyt piękne i takie jakbym chciała (patrzcie początek rozdziału "ubrałam się") xD Zachęcam do pisania komentarzy :D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ ;)
Pozdrawiam Siatkowa :*
-------------------------------------------------------------------------------------
Gdy wróciłam do pokoju zauważyłam, że za 15 minut muszę być gotowa, bo przychodzi po mnie Bogusia i jedziemy na trening. Ubrałam się i spakowałam strój na trening. Podłączyłam słuchawki do telefonu i z ulgą zobaczyłam, że za 3 minuty powinna być. Dzisiaj była nawet minutę przed czasem co było bardzo dziwne, bo zazwyczaj wszędzie się spóźnia. Zbiegłam po schodach przy okazji wkładając do jednego ucha słuchawkę, drugą swobodnie zwisała, bo jakoś musiałam słyszeć przyjaciółkę. Krzyknęłam w przestrzeń przedpokoju "Do widzenia!" i tyle mnie widzieli. Uszka na powitanie krzyknęła :
- Emilio, witam ja ciebie!
- Ciszej idiotko, normalne osoby nie drą się tak!
- Spadaj debilko, sama się drzesz! - te mądre początki naszych rozmów.
- Dobra, ogarnijmy się, bo ludzie w Zębie chyba mają nas dość.
- Oj tam, oj tam! Emilia, coś ci zwisa.
- Dobry suchar nie jest zły, ale ten nie był dobry.
- Był, był i to jak! Czego znów słuchasz?? Tego pedała Biebera?
- Tak, ale bez przesady on wcale nie jest pedałem i ma całkiem fajny głos.
- Niech ci będzie nie mam siły, żeby się kłócić już i tak dzisiaj moja mama kłóciła się ze mną o tą dwóję z matmy.
- Biedna - powiedziałam z sarkazmem - trzeba było się uczyć a nie na fejsie siedzieć!
- Odezwała się!
- A żebyś wiedziała. Koniec rozmowy musimy się pośpieszyć, bo zaraz mamy autobus.
- Okej, bez odbioru!
Strzeliłam fejspalma i przez chwilę szłyśmy w milczeniu, a ja wsłuchiwałam się w słowa piosenki "As long as you love me". Nie żebym była jakąś Belieber czy coś, ale nie rozumiem czemu ludzie tak go obrażają, przecież bardzo ładnie śpiewa. Po chwili doszłyśmy na przystanek, na który właśnie powinien wjeżdżać autobus, więc oczywiście go nie było! Ruda (to również przezwisko Bogusi) korzystając z okazji wepchnęła mnie w zgarnięta kupę liści.
- BOGUMIŁO, jakiś pan pracował w pocie chleba na kawałek czoła, a ty to zniszczyłaś!!!
- Mój zjarany Zbyszku nie denerwuj się tak!!
- Dobrze, odpracujesz w polu!
-Chciałabyś!
- Nawet nie wiesz jak bardzo!
- Która godzina?
- 15:56
- Spóźnimy się na trening przez ten zjebany autobus!!! ZNOWU!
- No co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Nie moja wina, że mieszkamy na jakiejś wsi.
- Zadzwońmy do trenera?
- Dobra, już dzwonię.
ROZMOWA Z TRENEREM
E : Dzień dobry trenerze.
T : Witam co się stało?
- Właśnie stoimy z Bogusią i czekamy na autobus, którego wciąż nie ma...
- To znaczy, że spóźnicie się na trening?
- YYyy.. no... chyba raczej tak.
- Okej, ale postarajcie się być jak najszybciej.
- Dobrze, oczywiście, jasne, do widzenia!
- Do widzenia!
PO ROZMOWIE
W oddali już widać było autobus, więc odetchnęłyśmy z ulgą. Szybko przywitałyśmy się za bardzo "miłym" panem kierowcą i usiadłyśmy "na tyłach". Po 20 minutach dojechałyśmy do miejsca docelowego (czyt. sali treningowej) i weszłyśmy po 21 stopniach do szatni, a gdy zobaczyłyśmy kto tam jest zamarłyśmy...
------------------------------------------------------------------------
Hej :D Chciałam was poinformować, że rozdziały będą pojawiać się kiedy tylko będą mogła i kiedy będę miała pomysł ;) Jeśli macie do mnie jakieś pytania, uwagi itp. piszcie w komentarzach. Kogo dziewczyny zobaczyły w szatni??? Jakieś sugestie lub podejrzenia? A i mam do was pytanie jak robić takie coś ze zdjęć ubrań?? Bo moje nie jest zbyt piękne i takie jakbym chciała (patrzcie początek rozdziału "ubrałam się") xD Zachęcam do pisania komentarzy :D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ ;)
Pozdrawiam Siatkowa :*
wtorek, 27 maja 2014
Prolog
Hej raczej komentarze od autorskie będę pisać pod rozdziałem, ale dzisiaj robię wyjątek i proszę was o zostawienie nawet kropki w komentarzu jeśli przeczytacie ;) i proszę o szczerą opinię :D A i przepraszam, że w opisach postaci napisałam o konkursie mieszanym w Kuusamo zamiast w Lillehammer xD
-----------------------------------------------------------------------
Patrzę na kalendarz, dzisiaj 6 listopad godzina 15:43. Gdy myślę nad projektem z przyrodę dzwoni mój telefon. Spodziewałam się telefonu od Uszki, Kamila, Taty, Mamy, ale zobaczyłam nieznany numer. Po chwili gapienia się w ekran postanawiam odebrać. W słuchawce słyszę :
- Dzień dobry! Z tej strony Łukasz Kruczek trener męskiej drużyny skoczków narciarskich. Czy dodzwoniłem się do Emilii Stoch?
- Tak to ja. W czym mogę pomóc? - odpowiedziałam kompletnie zdziwiona. Mój trener mówił mi na wczorajszym treningu, że jest pewna sprawa, ale nie on mi o tym powie lecz tego się nie spodziewałam.
- Ogólnie to w niczym, ale mam dla ciebie propozycję występu w konkursie drużynowym, mieszanym odbywającym się 6 grudnia w Lillehammer. Co ty na to?
- Jeśli to nie żart to... oczywiście!
- Okej czekałem na taką odpowiedź, a większość informacji przekaże ci twój trener. Do widzenia!
- Do widzenia!
Po odłożeniu telefonu na półkę zbiegłam po schodach i zaczęłam drzeć się na cały dom do mojej mamy :
- MAMA, MAMA!!! BĘDĘ WYSTĘPOWAĆ W KONKURSIE SKOKÓW!!!
- Nic nowego. Jakim znów? A tak w ogóle nie drzyj się jak stare prześcieradło, bo jeszcze słuch mam całkiem niezły.
- Ale to konkurs międzynarodowy, mieszany i w ogóle drużynowy!
- Emilio Stoch, proszę cię uspokój się przecież to tylko jeden konkurs, a tak w ogóle nie wiem czy to dobry pomysł żebyś tam jechała. W jakim terminie odbywa się?
- Ale co?
- Konkurs myśl, konkurs dziecko.
- Nie wiem dokładnie ogólnie to 6 grudnia oficjalny.
- Aha, no dobrze masz 18 lat, więc ty decydujesz.
- Miło, idę na górę...
Idąc po schodach przypomniałam sobie to wszystko co oni mówili o moich planach marzeniach... Nigdy we mnie nie wierzyli zawsze Kamil i Kamil! Kobieta do garów do dzieciaków, a nie do sportu! Więcej nic im nie powiem, bo i tak mają mnie gdzieś...
----------------------------------------------------------------
I mamy prolog ;) a tak w ogóle nie odpowiadam za niego xD Akcję mam przemyślaną dopiero od wyjazdu do Lillehammer, więc jadę na spontanie ;) Pozdrawiam Siatkowa :*
-----------------------------------------------------------------------
Patrzę na kalendarz, dzisiaj 6 listopad godzina 15:43. Gdy myślę nad projektem z przyrodę dzwoni mój telefon. Spodziewałam się telefonu od Uszki, Kamila, Taty, Mamy, ale zobaczyłam nieznany numer. Po chwili gapienia się w ekran postanawiam odebrać. W słuchawce słyszę :
- Dzień dobry! Z tej strony Łukasz Kruczek trener męskiej drużyny skoczków narciarskich. Czy dodzwoniłem się do Emilii Stoch?
- Tak to ja. W czym mogę pomóc? - odpowiedziałam kompletnie zdziwiona. Mój trener mówił mi na wczorajszym treningu, że jest pewna sprawa, ale nie on mi o tym powie lecz tego się nie spodziewałam.
- Ogólnie to w niczym, ale mam dla ciebie propozycję występu w konkursie drużynowym, mieszanym odbywającym się 6 grudnia w Lillehammer. Co ty na to?
- Jeśli to nie żart to... oczywiście!
- Okej czekałem na taką odpowiedź, a większość informacji przekaże ci twój trener. Do widzenia!
- Do widzenia!
Po odłożeniu telefonu na półkę zbiegłam po schodach i zaczęłam drzeć się na cały dom do mojej mamy :
- MAMA, MAMA!!! BĘDĘ WYSTĘPOWAĆ W KONKURSIE SKOKÓW!!!
- Nic nowego. Jakim znów? A tak w ogóle nie drzyj się jak stare prześcieradło, bo jeszcze słuch mam całkiem niezły.
- Ale to konkurs międzynarodowy, mieszany i w ogóle drużynowy!
- Emilio Stoch, proszę cię uspokój się przecież to tylko jeden konkurs, a tak w ogóle nie wiem czy to dobry pomysł żebyś tam jechała. W jakim terminie odbywa się?
- Ale co?
- Konkurs myśl, konkurs dziecko.
- Nie wiem dokładnie ogólnie to 6 grudnia oficjalny.
- Aha, no dobrze masz 18 lat, więc ty decydujesz.
- Miło, idę na górę...
Idąc po schodach przypomniałam sobie to wszystko co oni mówili o moich planach marzeniach... Nigdy we mnie nie wierzyli zawsze Kamil i Kamil! Kobieta do garów do dzieciaków, a nie do sportu! Więcej nic im nie powiem, bo i tak mają mnie gdzieś...
----------------------------------------------------------------
I mamy prolog ;) a tak w ogóle nie odpowiadam za niego xD Akcję mam przemyślaną dopiero od wyjazdu do Lillehammer, więc jadę na spontanie ;) Pozdrawiam Siatkowa :*
Bohaterowie opowiadania
Bogumiła Cicha - najlepsza przyjaciółka Emilii, również skoczkini narciarska i również ma 18 lat, jej nazwisko wcale nie odzwierciedla charakteru, przez znajomych nazywa Uszka lub po prostu Bogusia, uważa, że jej koleżanka jest w stanie wedrzeć się do świata męskich skoków, również skacze w konkursie drużynowym razem z Milką, Kamilem Stochem i Maćkiem Kotem. Pofarbowała swoje rude włosy na czerwono.
Maciej Kot - skoczek narciarski, przyjaciel Piotrka Żyły, dobry kolega Kamila Stocha, ma 21 lat (w opowiadaniu o rok młodszy niż w rzeczywistości), wbrew pozorom szalony i zabawny, występuje w konkursie drużynowym w Kuusamo, nie może sobie znaleźć odpowiedniej dziewczyny co jest jeszcze trudniejsze z powodu ojca chłopaka, który wiecznie mówi, że związek tylko niszczy karierę.
Kamil Stoch - brat Emilii Stoch, skoczek narciarski, 27 lat, zawsze ma na względzie dobro siostry, ale czasem przesadza, wesoły, ale najspokojniejszy z grupy polskich skoczków.
-------------------------------------------------------
Cześć! Oto bohaterowie mojego bloga ;) Każdego kto przeczyta proszę o zostawienie nawet kropki w komentarzu :D
Pozdrawiam SiatkowaLimcia :*
Cześć! Oto bohaterowie mojego bloga ;) Każdego kto przeczyta proszę o zostawienie nawet kropki w komentarzu :D
Pozdrawiam SiatkowaLimcia :*
Witam :D
Hej, witam na moim nowym i zarazem pierwszym blogu. Od dawna chciałam zacząć pisać, bo w głowie mam kilka pomysłów ;) Niedługo poznacie bohaterów bloga, niedługo powinien pojawić się również prolog :D
Pozdrawiam Siatkowa :*
Pozdrawiam Siatkowa :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




