Apel do każdego kto przeczyta ten rozdział. ZOSTAW KOMENTARZ, NAWET KROPKĘ. To na prawdę bardzo motywuje! Widzę przybywające wyświetlenia, ale nie wiem czy ktoś przeczytał czy wszedł i wyszedł. Z góry dziękuję ;)
----------------------------------------------
...zimna woda! Otworzyłam oczy i zobaczyłam naszych "cudownych" skoczków. Wyskoczyłam z łóżka i "bardzo grzecznie" kazałam im wyjść. Kamil widząc moją wściekłą minę powiedział chłopakom, że lepiej uciekać i przypomniał nam, że za 45 minut śniadanie po czym szybko wyszedł i zamknął drzwi.
- Trzeba wymyślić dla nich nauczkę. - zaczęłam rozmowę z zaspaną jeszcze Bogusią.
- Zgadzam się w 100 procentach!
- Może to co zwykle?
- Muahahhahhhahaa tak - uśmiechnęłam się złowieszczo.
- Idę do łazienki, ok?
- Okej co to w ogóle za pytanie. Tylko nie siedź tam za długo - puściłam oczko do Rudej.
- Mhhhh...
W czasie, gdy Bogusia była w łazience ja ubrałam się oraz związałam moje długie włosy w kitka. Po 15 minutach moja współlokatorka wyszła z łazienki gotowa do wyjścia na śniadanie. Szybko weszłam do łazienki i umyłam zęby po czym oznajmiłam Usi, że możemy iść. Wyszłyśmy z pokoju i powoli szłyśmy korytarzem widząc innych skoczków i skoczkinie nie tylko z Polski. Kamil mówił, że to pomysł Waltera Hoffera, aby wszyscy byli w hotelu razem. Po jakiś 5 minutach byłyśmy na stołówce w której każdy kraj miał swój stolik. Gdy weszłyśmy wszyscy obecni obrócili głowy w naszą stronę. Nie rozumiałam tego, przecież to normalne, że idziemy coś zjeść. Zajęłam miejsce koło Kamila. Bogusia usiadła po mojej lewej stronie.
- Co nic nie mówicie dalej jesteście złe za poranny żart? - spytał Piotrek Żyła.
- No wiesz... Tak dużo czasu minęło, że zdążyłyśmy zapomnieć - zironizowałam.
- Nie gniewajcie się! Przepraszamy! - powiedzieli chórem.
- Cóż... dobrze - uśmiechnęła się z politowaniem Uszka.
- Jedzcie w miarę szybko, bo od razu po śniadaniu o 10 mamy trening na skoczni. Wszyscy... - oznajmił niezadowolony z tej perspektywy Maciek.
- Niestety... - odpowiedział Kamil.
- Na skoczni normalnej? - spytałam.
- No oczywiście, przecież na niej będzie konkurs.
- Szkodaaa... - byłam nie pocieszona. Wolałam skakać na większych obiektach.
Do naszego stolika podszedł trener Kruczek :
- Bez gadania. Jedzcie szybko to może będziemy na początku i szybciej skończymy.
- Mhhh... - odpowiedzieli wszyscy z pełnymi ustami.
Trener odszedł, a my konsumowaliśmy w ciszy posiłek. Nie chcieliśmy siedzieć za długo na skoczni, więc zastosowaliśmy się do poleceń trenera. Nie minęło nawet 10 minut i już wstawaliśmy od stołu. Będąc już na korytarzu wpadłam na kogoś. Zaliczyłam glebę, bo mimo mojego metra 75 ten skoczek był ode mnie z 10 cm wyższy.
- Patrz jak łazisz- powiedział Schlierenzauer, bo właśnie na niego wpadłam.
- Gregor, daj spokój - odpowiedział mu idący z nim Thomas Morgenstern i podał mi rękę, abym mogła wstać.
- Nie dość, że lepszy to do tego milszy - obdarowałam uśmiechem tego drugiego.
- Pfffff... Zobaczymy dzisiaj na treningu - naburmuszony Schlieri odwrócił się na pięcie i odszedł.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać z zachowania austriackiej "gwiazdki".
***
Mimo pośpiechu i zameldowania się na skoczni jako pierwsi członkowie zarządu zarządzili (xD) trening wszystkich ekip w tym samym czasie. Najpierw skakali faceci potem my. Nasi wypadli całkiem nieźle : Maciek skoczył 93 metry, a Kamil 95. Gdy już nadszedł czas na nas okazało się, że ja będę skakać ostatnia a Bogusia druga. 85 metrów mojej przyjaciółki ucieszyło mnie, ponieważ warunki nie były wymarzona. Nikt dzisiaj nie skoczył powyżej 95,5 metrów, więc ja również nie spodziewałam się takiego skoku. W końcu nadeszła kolej na mnie. Usiadłam na belce i zobaczyłam, że Kruczek macha chorągiewką. Odepchnięcie, zjazd, wybicie i... bardzo dobry skok! Czekałam aż wyświetli się liczba skoczonych przeze mnie metrów i patrzyłam po twarzach innych, na których zobaczyłam zdziwienie. Skoczyłam 101 metrów!!! Nie mogłam w to uwierzyć skok nie wydawała się taki długi.
Perspektywa Kamila
Patrzyłem jak skoczy moja młodsza siostra. Już widziałem ją na belce i czekałem ile skoczy. Sam skoczyłem 95 metrów, więc zdziwiłem się chociaż znałem możliwości mojej siostry. Gdy wylądowała widziałem radość i... niezadowolenie? Popatrzyłem na licznik,a tam zobaczyłem liczbę 101! Popatrzyłem po twarzach innych. Widziałem podziw i zdziwienie tym skokiem. Po zakończonym treningu spytałem się trenera co sądzi o naszych próbach. Kruczek oznajmił, że były dobre, ale najlepiej skoczyła Emila. Byłem zadowolony, ponieważ moja siostra często nie wierzy w swoje możliwości. Może ten skok trochę jej uświadomi jak dobra jest. Niestety dzisiaj czekało nas jeszcze bieganie. Na szczęście bez innych reprezentacji!
Perspektywa Emilii
Dużo osób patrzyło na mnie z podziwem po tym treningu. Przecież to był normalny, niezły skok. Weszłam do hotelu. Rozmawiałam z Bogusią kiedy podszedł do mnie...
------------------------------------------------------------------
Kto podszedł? Czekam na sugestie ;) Przynajmniej 2 komentarze i 6 rozdział :) Pamiętajcie :
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ!!!
Pozdrawiam Siatkowa :*
piątek, 20 czerwca 2014
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Rozdział 4
Cały tydzień ja z Bogusią jarałyśmy się jak Rzym za Nerona naszym wyjazdem i wprost nie mogłyśmy się doczekać. W szkole nic ciekawego się nie działo w domu też zero, bo rodzice wyjechali oglądać jakiś samochód czy coś. W końcu się doczekałyśmy. Stawiłyśmy się na miejsce zbiórki o umówionej godzinie. Przez CAŁĄ drogę gadałyśmy z Rudą o wszystkim i o niczym. Nareszcie po około 4 godzinach podróży dotarłyśmy. Podjechał pod nas jakiś autobus chyba naszej reprezentacji, ale nie wiem. Gdy sobie nim spokojnie jechałyśmy zadzwonił nie kto inny jak Kamil.
K - Hej Milka, mają dziś podobne jakieś dwie dobre skoczkinie przyjechać z nami trenować. Czy to nie przypadkiem ty z Bogusią?
Ja - Niee, my mamy jakieś inne zawody czy coś tak nam trener mówił.
- Aaaa dobra to ja muszę kończyć, bo one zaraz będą.
- Okej paaa!
Bogusia spojrzała na mnie pytającym wzrokiem pytając : I co??? Odpowiedziałam, że się nabrał i zrobiłam minę typu me gusta. W oddali widać już było hotel? w którym mieliśmy być w czasie pobytu w Lillehammer. Gdy miły pan podjechał pod drzwi śmiałyśmy się z Bogusią gdzie czerwony dywan. Jak najszybciej wysiadłyśmy z samochodu. "Cichy pan z samochodu" powiedział, że nie mamy brać walizek. W sumie było tam trochę rzeczy. Szybko weszłyśmy do hotelu, a tam siedzieli sobie skoczkowie, którzy jak jeden mąż odwrócili głowy na nasz widok. U Kamila była to mina WTF? a inni skoczkowie patrzyli z zainteresowaniem. Oczywiście jakżeby inaczej zaczęły się przywitania, które u skoczków wyglądały tak, że wszyscy przekrzykiwali się krzycząc Hej! Witamy! Cześć! itp. A Kamil krzyknął celując we mnie palcem :
- Przecież mówiłaś, że to nie wy przyjeżdżacie!
Ja : - Pomyśl czasem kto by miał przyjechać? My pomożemy w zdobyciu dobrego wyniku, bo jak nie my to kto?
- No w sumiee...
Teraz głos przejął trener Kruczek, który powiedział :
- Jutro wszyscy trening na skoczni rano, a po południu bieganie.
Chłopacy zaczęli jęczeć, że po co nam bieganie, że codziennie i tak dużo biegają, ale Kruczek był nieugięty. Trener sobie poszedł, a my zostałyśmy z chłopakami, którzy wymyślili zabawę w "Pytania" tak to nazwali. Zasady były takie, że oni nam zadają pytania, ale my im nie możemy zadać. Świetnie, prawda? Ale co miałyśmy zrobić? Zaczynał Maciek Kot :
- Hmm... nie lubię tej "zabawy" nigdy nie wiem o co mam się zapytać.
- No, dawaj! - krzyknął Żyła.
- Okej, okej! To... najlepszy skoczek narciarski? - wrócił dom pytania "Kocur".
- Uuuuu... Maciuś - śmiali się inni.
- Nie powiemy, bo będziecie się śmiać. - powiedziałam i puściłam oko do Uszki, tak, żeby nikt nie widział.
- No mówcie!
- No dobra... Gregor Schlierenzauer. - powiedziała Bogusia z kamienną twarzą.
- Co?!
- Taki żarcik.
- Ufff... - westchnęli z ulgą - a tak na prawdę?
- Adam Małysz, Simon Amman, ale każdy skoczek jest fajny .
- No! I to mi się podoba! - ķrzyknął (kolejny raz dzisiaj) "Wewiór"
Po 30 minutach skończyliśmy tą "grę", ponieważ przyszedł trener i powiedział, że mamy iść do pokoju, bo jutro trzeba wcześnie wstać, a my jesteśmy po podróży. Chłopaki pewnie chcieli dalej zadawać pytania typu "Ulubiony kolor?", "Macie chłopaka?" (Wewiór) itp. Ogarnęłyśmy walizki i siebie i o jakiejś 22 leżałyśmy w łóżkach rozmawiając, gdy usłyszałyśmy, że ktoś wali w ścianę obok. Nie cackałam się z tym kimś tylko wzięłam moja klapka z szafy i z całej siły rzuciłam. Więcej nie słyszałyśmy niczego. O około 23 zasnęłam. Rano obudziła mnie...
-----------------------------------------------------
Heeeeeej :) Witam po przerwie (zepsuty komputer :( ). Strasznie przepraszam i jeszcze dzisiaj spróbuję dodać rozdział nr 5, ale nie obiecuję, bo piszę na tablecie. Nienawidzę tego!!! Jeazcze raz przepraszam i pozdrawiam :*
Siatkowa
K - Hej Milka, mają dziś podobne jakieś dwie dobre skoczkinie przyjechać z nami trenować. Czy to nie przypadkiem ty z Bogusią?
Ja - Niee, my mamy jakieś inne zawody czy coś tak nam trener mówił.
- Aaaa dobra to ja muszę kończyć, bo one zaraz będą.
- Okej paaa!
Bogusia spojrzała na mnie pytającym wzrokiem pytając : I co??? Odpowiedziałam, że się nabrał i zrobiłam minę typu me gusta. W oddali widać już było hotel? w którym mieliśmy być w czasie pobytu w Lillehammer. Gdy miły pan podjechał pod drzwi śmiałyśmy się z Bogusią gdzie czerwony dywan. Jak najszybciej wysiadłyśmy z samochodu. "Cichy pan z samochodu" powiedział, że nie mamy brać walizek. W sumie było tam trochę rzeczy. Szybko weszłyśmy do hotelu, a tam siedzieli sobie skoczkowie, którzy jak jeden mąż odwrócili głowy na nasz widok. U Kamila była to mina WTF? a inni skoczkowie patrzyli z zainteresowaniem. Oczywiście jakżeby inaczej zaczęły się przywitania, które u skoczków wyglądały tak, że wszyscy przekrzykiwali się krzycząc Hej! Witamy! Cześć! itp. A Kamil krzyknął celując we mnie palcem :
- Przecież mówiłaś, że to nie wy przyjeżdżacie!
Ja : - Pomyśl czasem kto by miał przyjechać? My pomożemy w zdobyciu dobrego wyniku, bo jak nie my to kto?
- No w sumiee...
Teraz głos przejął trener Kruczek, który powiedział :
- Jutro wszyscy trening na skoczni rano, a po południu bieganie.
Chłopacy zaczęli jęczeć, że po co nam bieganie, że codziennie i tak dużo biegają, ale Kruczek był nieugięty. Trener sobie poszedł, a my zostałyśmy z chłopakami, którzy wymyślili zabawę w "Pytania" tak to nazwali. Zasady były takie, że oni nam zadają pytania, ale my im nie możemy zadać. Świetnie, prawda? Ale co miałyśmy zrobić? Zaczynał Maciek Kot :
- Hmm... nie lubię tej "zabawy" nigdy nie wiem o co mam się zapytać.
- No, dawaj! - krzyknął Żyła.
- Okej, okej! To... najlepszy skoczek narciarski? - wrócił dom pytania "Kocur".
- Uuuuu... Maciuś - śmiali się inni.
- Nie powiemy, bo będziecie się śmiać. - powiedziałam i puściłam oko do Uszki, tak, żeby nikt nie widział.
- No mówcie!
- No dobra... Gregor Schlierenzauer. - powiedziała Bogusia z kamienną twarzą.
- Co?!
- Taki żarcik.
- Ufff... - westchnęli z ulgą - a tak na prawdę?
- Adam Małysz, Simon Amman, ale każdy skoczek jest fajny .
- No! I to mi się podoba! - ķrzyknął (kolejny raz dzisiaj) "Wewiór"
Po 30 minutach skończyliśmy tą "grę", ponieważ przyszedł trener i powiedział, że mamy iść do pokoju, bo jutro trzeba wcześnie wstać, a my jesteśmy po podróży. Chłopaki pewnie chcieli dalej zadawać pytania typu "Ulubiony kolor?", "Macie chłopaka?" (Wewiór) itp. Ogarnęłyśmy walizki i siebie i o jakiejś 22 leżałyśmy w łóżkach rozmawiając, gdy usłyszałyśmy, że ktoś wali w ścianę obok. Nie cackałam się z tym kimś tylko wzięłam moja klapka z szafy i z całej siły rzuciłam. Więcej nie słyszałyśmy niczego. O około 23 zasnęłam. Rano obudziła mnie...
-----------------------------------------------------
Heeeeeej :) Witam po przerwie (zepsuty komputer :( ). Strasznie przepraszam i jeszcze dzisiaj spróbuję dodać rozdział nr 5, ale nie obiecuję, bo piszę na tablecie. Nienawidzę tego!!! Jeazcze raz przepraszam i pozdrawiam :*
Siatkowa
środa, 11 czerwca 2014
INFORMACJA
Przepraszam bardzo za to, że to dopiero początek bloga, a ja już rzadko dodaje posty, ale byłam na Zielonej Szkole i musiałam ćwiczyć na pianinie, bo miałam egzamin :/ Rozdział 4 pojawi się najprawdopodobniej jutro lub dziś wieczorem, bo od chyba tygodnia jest tworzony :C Więc jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że się nie gniewacie :)
Pozdrawiam Siatkowa :*
Pozdrawiam Siatkowa :*
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Rozdział 3
... chłopaka Bogusi całującego się z jakaś lalą! Nim zdążyłam ją powstrzymać podbiegła do niego i dała mu w twarz. On od razu na nią spojrzał i zamarł. On tj. Dawid krzyknął, że to nie tak jak myśli i, że wszystko jej wytłumaczy, czyli te wszystkie denne teksty, które faceci wkręcają partnerkom. Uszce zaszkliły się oczy, gdy krzyknęła, że to koniec. Zbierając szczenkę z podłogi podeszłam do przyjaciółki i odciągnęłam ją od tego dupka.
Ja - Chodźmy do mnie do domu dzisiaj odpuścimy sobie te zakupy.
B - Ale ja muszę sobie coś kupić i tak... jakoś... w ogóle nie jest mi przykro.
- CO?
- No, to chyba było tylko zauroczenie, a ja głupia myślałam, że to miłość.
- Nie rozumiem ciebie, ale nie będę w to wnikała.
- Ja też siebie nie rozumiem, ale może chodźmy już do tego sklepu.
- Okej, okej, chciałaś buty kupić?
- Taaak.
- A jakie?
- Jakieś adidasy lub trampki, bo żadnych nie mam.
- WORLDBOX!!! - krzyknęłyśmy równocześnie tak, że chyba cała galeria słyszała.
Po kilku krokach zobaczyłyśmy nasz ulubiony sklep z butami. Bogusia zastanawiała się nad tymi i tymi . W końcu wybrała te drugie chociaż obie jesteśmy osobami niezdecydowanymi to jakoś się udało. Uznałyśmy, że dzisiaj nie mamy ochoty chodzić po sklepach, więc od razu poszłyśmy na autobus, bo w końcu to jesień, robiło się już trochę ciemno. Po dojechaniu do domu i pożegnaniu się z Uszką i "przywitaniu" z rodzicami poszłam wziąć zimny prysznic, po którym od razu padłam na łóżko w moich słuchawkach słuchając jednej z moich ulubionych piosenek. Myślałam nad tym czy miłość zawsze tak wygląda : najpierw jest ogromna potem robi się coraz mniejsza aż w końcu się wypala? Ja nigdy nie miałam takiego "prawdziwego" chłopaka. Miałam bardziej przyjaciół, którzy przychodzili i odchodzili nie licząc Bogusi. Myślałam również o wyjeździe do Lillehammer. Aż w końcu zasnęłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Łapcie taki rozdział pisany na szybko ;) Mam nadzieję na więcej komentarzy, bo jakoś mało :C Pozdrawiam SiatkowaLimcia :D
Ja - Chodźmy do mnie do domu dzisiaj odpuścimy sobie te zakupy.
B - Ale ja muszę sobie coś kupić i tak... jakoś... w ogóle nie jest mi przykro.
- CO?
- No, to chyba było tylko zauroczenie, a ja głupia myślałam, że to miłość.
- Nie rozumiem ciebie, ale nie będę w to wnikała.
- Ja też siebie nie rozumiem, ale może chodźmy już do tego sklepu.
- Okej, okej, chciałaś buty kupić?
- Taaak.
- A jakie?
- Jakieś adidasy lub trampki, bo żadnych nie mam.
- WORLDBOX!!! - krzyknęłyśmy równocześnie tak, że chyba cała galeria słyszała.
Po kilku krokach zobaczyłyśmy nasz ulubiony sklep z butami. Bogusia zastanawiała się nad tymi i tymi . W końcu wybrała te drugie chociaż obie jesteśmy osobami niezdecydowanymi to jakoś się udało. Uznałyśmy, że dzisiaj nie mamy ochoty chodzić po sklepach, więc od razu poszłyśmy na autobus, bo w końcu to jesień, robiło się już trochę ciemno. Po dojechaniu do domu i pożegnaniu się z Uszką i "przywitaniu" z rodzicami poszłam wziąć zimny prysznic, po którym od razu padłam na łóżko w moich słuchawkach słuchając jednej z moich ulubionych piosenek. Myślałam nad tym czy miłość zawsze tak wygląda : najpierw jest ogromna potem robi się coraz mniejsza aż w końcu się wypala? Ja nigdy nie miałam takiego "prawdziwego" chłopaka. Miałam bardziej przyjaciół, którzy przychodzili i odchodzili nie licząc Bogusi. Myślałam również o wyjeździe do Lillehammer. Aż w końcu zasnęłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Łapcie taki rozdział pisany na szybko ;) Mam nadzieję na więcej komentarzy, bo jakoś mało :C Pozdrawiam SiatkowaLimcia :D
niedziela, 1 czerwca 2014
Rozdział 2
... drużynę plastików, czyli cheerleaderki z naszej szkoły, które podobno też tu trenują.
- A wy co tu robicie?! - zapytałam.
- Trenujemy - odpowiedział największy plastik na naszej planecie, a mianowicie panna Daria.
- Przecież teraz my mamy trening!
- My mamy turniej, więc mamy treningi teraz częściej kochana.
- Mam to gdzieś!
- Nie denerwuj się, bo złość piękności szkodzi, oj sorki zapomniałam tobie już nie może zaszkodzić.
- Oh.. Wiesz masz tak okropne wnętrze jak wygląd.
Wróg numer 1 (czyt. Daria) zamilkła, a my poszłyśmy wyjaśnić tą sytuację. Nasz trener nie zaszczycił nas nawet spojrzeniem dopóki Bogusia nie odchrząknęła baaaardzo wymownie. Trener spojrzał się i powiedział :
- O! Już jesteście to dobrze!
B : Tak już jesteśmy, ale co w naszej szatni robią jakieś plastikowe lale??
- Kto???
- Cheerleaderki - wyjaśniłam.
- Nie wiem, zaraz wyjaśnię tą sprawę.
Po jakiś 5 minutach trener wrócił wraz z (chyba) trenerką zespołu. Gestykulował co było u niego zupełnie normalne. Jakieś 4 kroki za nimi szły uśmiechnięte od ucha do ucha te idiotki. Trener przywołał nas gestem do siebie i powiedział, że dziś mamy trening na dworzu. Ja oczywiście krzyknęłam, że nie mam mowy, bo to my teraz powinnyśmy trenować na hali, ale trener uciszył mnie jednym spojrzeniem i kazał mi oraz Uszce iść się ubrać w jakąś bluzę. Daria i inne z tryumfalną miną patrzyły na nas, a we mnie się gotowało. Po 10 minutach już zwarte, gotowe i uspokojone wyszłyśmy przed halę gdzie czekał trener. Zaczął przemowę :
- Dziewczyny po pierwsze chyba już wiecie, że obie będziecie reprezentować Polskę w konkursie mieszanym...
Ja : BOGUSIA TO TY TEŻ JEDZIE..
T : Emilia nie przerywaj mi! No wracając bardzo wam gratuluję i, w co nie wątpię, mam nadzieję, że dobrze wypadniecie. Za tydzień wyjeżdżacie właśnie z tego miejsca na lotnisko i lecicie do Lillehammer gdzie będziecie trenować ze skoczkami. Zbiórka 9:20. Macie zabrać co uważacie : coś do ubrania, buty do biegania itd. Aha oczywiście wasz sprzęt również będzie zabrany. Jeszcze raz wam gratuluję! Po 2 sytuacja z cheerleaderkami jest nie zbyt fajna, ale Emila proszę Cię o zachowanie spokoju następnym razem. Po 3 biegniecie za mną a potem na wzmacnianie i rozciąganie wrócimy do hali.
Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że Bogusia również jedzie i uznałam, że jestem głupia no, bo kto inny. Trener nie pozwala nam rozmawiać w czasie biegu , więc musiałam poczekać do końca treningu, żeby dopytać się jej dokładnie o wszystko. Po 1,5 godziny biegania po ulicach Zakopanego wróciliśmy do hali, wykonaliśmy różne ćwiczenia. Plastików na szczęście już nie było. Gdy już wszystko zrobiłyśmy wpadł mi do głowy pomysł. Od razu zawołałam trenera i powiedziałam :
- Trenerze, a czy skoczkowie będą wiedzieć jakie dziewczyny przyjeżdżają?
- Chyba nie, a co?
- Jeśli będzie trener w kontakcie z "kołczem" Kruczkiem niech go trener poprosi, żeby mówił chłopakom, że nic im nie wiadomo.
- No... dobrze, ale nie wiem czemu ma to służyć?
-Ja też nie - włączyła się do rozmowy Bogusia.
- Ważne, że ja wiem! Tak naprawdę to ma być taka "niespodzianka" jeśli można to tak nazwać.
- No dobra - odpowiedział trener - a teraz was żegnam!
- Do widzenia, do jutra! - odpowiedziałyśmy chórem.
W szatni od razu krzyknęłam do Bogusi :
- CZEMU NIC MI NIE POWIEDZIAŁAŚ!!!?
- Ty mi mogłaś powiedzieć.
- Ej, no w sumie tak.
- Dobra, przebieraj się.
- Co mnie tak popędzasz?
-Idziesz ze mną na "szoping" do Biedrzonki??? - spytała Usia z ironią.
- Z tobą zawsze!
- Ok, ale tak na serio muszę kupić buty.
- Dobra gotowa?
- O jak szybko na wieść o zakupach!
- A co!
- Już się boję!
- Hahahahaha! Jak się bawić, to się bawić drzwi wywalić, okna wstawić!
- O esuuuu!!
Gdy byłyśmy już w sklepie zobaczyłyśmy tam...
-----------------------------------------------------------------------------------
W następnym rozdziale "szoping" i ... więcej nie powiem xD
Dziękuję za 107 wyświetleń!!! <3 <3 <3 liczyłam na początku na jakieś 40, a tutaj paczę 107 :D Baaaardzo się cieszę :D Jeśli ktoś przeczyta proszę o komentarz :D Pozdrawiam ;*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ ;)
Mła! Mła! Całuski! Siatkowa ;)
- A wy co tu robicie?! - zapytałam.
- Trenujemy - odpowiedział największy plastik na naszej planecie, a mianowicie panna Daria.
- Przecież teraz my mamy trening!
- My mamy turniej, więc mamy treningi teraz częściej kochana.
- Mam to gdzieś!
- Nie denerwuj się, bo złość piękności szkodzi, oj sorki zapomniałam tobie już nie może zaszkodzić.
- Oh.. Wiesz masz tak okropne wnętrze jak wygląd.
Wróg numer 1 (czyt. Daria) zamilkła, a my poszłyśmy wyjaśnić tą sytuację. Nasz trener nie zaszczycił nas nawet spojrzeniem dopóki Bogusia nie odchrząknęła baaaardzo wymownie. Trener spojrzał się i powiedział :
- O! Już jesteście to dobrze!
B : Tak już jesteśmy, ale co w naszej szatni robią jakieś plastikowe lale??
- Kto???
- Cheerleaderki - wyjaśniłam.
- Nie wiem, zaraz wyjaśnię tą sprawę.
Po jakiś 5 minutach trener wrócił wraz z (chyba) trenerką zespołu. Gestykulował co było u niego zupełnie normalne. Jakieś 4 kroki za nimi szły uśmiechnięte od ucha do ucha te idiotki. Trener przywołał nas gestem do siebie i powiedział, że dziś mamy trening na dworzu. Ja oczywiście krzyknęłam, że nie mam mowy, bo to my teraz powinnyśmy trenować na hali, ale trener uciszył mnie jednym spojrzeniem i kazał mi oraz Uszce iść się ubrać w jakąś bluzę. Daria i inne z tryumfalną miną patrzyły na nas, a we mnie się gotowało. Po 10 minutach już zwarte, gotowe i uspokojone wyszłyśmy przed halę gdzie czekał trener. Zaczął przemowę :
- Dziewczyny po pierwsze chyba już wiecie, że obie będziecie reprezentować Polskę w konkursie mieszanym...
Ja : BOGUSIA TO TY TEŻ JEDZIE..
T : Emilia nie przerywaj mi! No wracając bardzo wam gratuluję i, w co nie wątpię, mam nadzieję, że dobrze wypadniecie. Za tydzień wyjeżdżacie właśnie z tego miejsca na lotnisko i lecicie do Lillehammer gdzie będziecie trenować ze skoczkami. Zbiórka 9:20. Macie zabrać co uważacie : coś do ubrania, buty do biegania itd. Aha oczywiście wasz sprzęt również będzie zabrany. Jeszcze raz wam gratuluję! Po 2 sytuacja z cheerleaderkami jest nie zbyt fajna, ale Emila proszę Cię o zachowanie spokoju następnym razem. Po 3 biegniecie za mną a potem na wzmacnianie i rozciąganie wrócimy do hali.
Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że Bogusia również jedzie i uznałam, że jestem głupia no, bo kto inny. Trener nie pozwala nam rozmawiać w czasie biegu , więc musiałam poczekać do końca treningu, żeby dopytać się jej dokładnie o wszystko. Po 1,5 godziny biegania po ulicach Zakopanego wróciliśmy do hali, wykonaliśmy różne ćwiczenia. Plastików na szczęście już nie było. Gdy już wszystko zrobiłyśmy wpadł mi do głowy pomysł. Od razu zawołałam trenera i powiedziałam :
- Trenerze, a czy skoczkowie będą wiedzieć jakie dziewczyny przyjeżdżają?
- Chyba nie, a co?
- Jeśli będzie trener w kontakcie z "kołczem" Kruczkiem niech go trener poprosi, żeby mówił chłopakom, że nic im nie wiadomo.
- No... dobrze, ale nie wiem czemu ma to służyć?
-Ja też nie - włączyła się do rozmowy Bogusia.
- Ważne, że ja wiem! Tak naprawdę to ma być taka "niespodzianka" jeśli można to tak nazwać.
- No dobra - odpowiedział trener - a teraz was żegnam!
- Do widzenia, do jutra! - odpowiedziałyśmy chórem.
W szatni od razu krzyknęłam do Bogusi :
- CZEMU NIC MI NIE POWIEDZIAŁAŚ!!!?
- Ty mi mogłaś powiedzieć.
- Ej, no w sumie tak.
- Dobra, przebieraj się.
- Co mnie tak popędzasz?
-Idziesz ze mną na "szoping" do Biedrzonki??? - spytała Usia z ironią.
- Z tobą zawsze!
- Ok, ale tak na serio muszę kupić buty.
- Dobra gotowa?
- O jak szybko na wieść o zakupach!
- A co!
- Już się boję!
- Hahahahaha! Jak się bawić, to się bawić drzwi wywalić, okna wstawić!
- O esuuuu!!
Gdy byłyśmy już w sklepie zobaczyłyśmy tam...
-----------------------------------------------------------------------------------
W następnym rozdziale "szoping" i ... więcej nie powiem xD
Dziękuję za 107 wyświetleń!!! <3 <3 <3 liczyłam na początku na jakieś 40, a tutaj paczę 107 :D Baaaardzo się cieszę :D Jeśli ktoś przeczyta proszę o komentarz :D Pozdrawiam ;*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ ;)
Mła! Mła! Całuski! Siatkowa ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)