niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 14

Od razu po kolacji położyłam się do łóżka i czytałam książkę. Jutro tylko seria próbna i zaczyna się konkursowe skakanie. Już się nie mogę doczekać. Mam ambitny plan zajęcia pierwszego miejsca i wygrania ze Schlierenzauerem. Nie moja wina, że gość mnie tak wkurza, serio. Zasnęłam o 22.30, a wstałam o 7.30. Co jest ze mną? Ja i wczesne wstawanie? Nieeeee... to nie łączy się ze sobą wcale. No, ale dobra, wstałam, ubrałam się, uczesałam i tak dalej. Bogusia jeszcze się nie obudziła, a ja nie miałam zamiaru jej w tym pomagać. Tym razem to ona będzie zgniłym jajem. Następnie poszłam na śniadanie, po drodze spotykając Kota i gadając z nim weszłam na stołówkę. Nie wszystkie głowy się odwróciły! Co za miła odmiana! Przy naszym stoliku siedział tylko Kamil z Dawidem.
- Witam - przywitałam się.
- Witamy miłą nieznajomą - odpowiedział Kubacki.
- Jak tam humor? - spytał Kamil.
- Okej - odpowiedzieliśmy równocześnie z Maćkiem. - To było pytanie do mnie!
- Dings! Wisisz mi soczek - klepnęła Kota w kolano.
- Ej! - skrzywił się.
- Dzieci... - mruknął Kamil.
- Ej, ej, ej! Uważaj sobie! - zaprotestowałam.
- Tak, pewnie - machnął lekceważąco ręka mój brat. - Takiego chucherka mam się bać?
- Chciałabym ci przypomnieć, że jakimś cudem jestem od ciebie wyższa!
- Wzrost to tylko liczba!
- Wiek też - wyszczerzyłam się.
- Chciałbym przerwać waszą cudowną konwersację - powiedział Żyła siadając na krześle.
- No to masz problem - uznałam.
- Sama masz - obruszył się Piotrek. - A tak w ogóle to ja chcę dżem brzoskwiniowy, a nie truskawkowy, a takowego nie ma na naszym stoliku.
- To idź i się spytaj czy możesz do jakiegoś stolika, na którym jest taki jaki chcesz? - Piotrek czasem naprawdę nie myśli. Stop. On nigdy nie myśli.
- Nieeeee... ja nie - mruknął.
- Ja też nie! - powiedzieli od razu wszyscy obecni przy stole, a ja popatrzyłam na nich jak na idiotów.
- Czyli wygląda to tak, że ty idziesz Emi - uśmiechnął się Dawid.
- Dobra - rozejrzałam się po stołówce. Stolik Austriaków, trenerów i chyba Niemców. Pójdę do tych pierwszych. Najbliżej.
Wstałam od naszego stołu i podeszłam do stolika austriackich skoczków.
- Sieeeeeeema! - przywitał się Schlierenzauer. - Dlaczego zaszczycasz nas swoją obecnością?
- Daruj sobie ten twój angielski. Masz okropny akcent - powiedziałam po niemiecku. Fakt faktem, skoczka trudno było zrozumieć kiedy mówił po angielski. - A tak w ogóle to cześć i chciałabym ukraść, ewentualnie pożyczyć wasz dżem, bo moi koledzy nie lubią truskawkowego, a ja jak zwykle muszę wszystko załatwiać.
- A co my będziemy z tego mieć? - spytał Kraft. - A tak w ogóle to Stefan jestem.
- Nie wiem, moją dozgonną wdzięczność, wiem jak się nazywasz.
- Dozgonna wdzięczność to za mało - uznał Morgi.
- Zawsze mogę iść do Niemców albo do trenerów - wzruszyłam ramionami.
- To idź! - uśmiechnął się Gregor.
- Dajcie spokój dziewczynie, małpiszony. Masz ten dżem, my i tak nie jemy  - przewrócił oczami Loitzl.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. - A z tobą Morgi, z tobą Stefan i z tobą Schlierenzauer policzę się dzisiaj w konkursie.
- Wolę jak mówisz na mnie Gregor - wyszczerzył się. - I to ja dzisiaj wygram!
- Chciałbyś. Dziękuję... - zatrzymałam się w połowie wypowiedzi i spojrzałam na Loitzla. Nie wiedziałam czy mam powiedzieć po imieniu, nazwisku czy zwrócić się do niego per "Pan".
- Wolfgang.
- Amadeusz Mozart - mruknęłam, ale i tak wszyscy Austriacy to usłyszeli i się zaśmiali. - A więc dziękuję Wolfgang, powodzenia wam w konkursie i pa.
Wróciłam do naszego stolika, podając Wiewiórowi słoik z dżemem.
- Czy ty zawsze z nimi tak długo? - spytał Klimek.
- Tak długo co? - spojrzałam na niego dziwnie.
- Gadać i w ogóle.
- A co? Zazdrościsz?
- Ta na pewno!
- No to co się głupio pytasz? - pokręciłam głową z politowaniem.
- Kto się głupio pyta? - Bogusia raczyła zjawić się na śniadaniu!
- Wiewióra, jak zwykle.
- Sama jesteś wiewióra, wiewióro! - zaprotestował skoczek.
- Ale z was dzieci, serioooo - jęknął Kamil.
- Sam jesteś dziecko, dziecko - zgromiłam go wzrokiem.
- Dzisiaj zbiórka o 12 na serię próbną - znikąd pojawił się trener. "Halinka, mam zawał!" - dosłownie.
- Czy trener musi tak straszyć? - złapał się za serce Dawid.
- Oczywiście. A tak w ogóle mówcie trochę ciszej, bo wszyscy się skarżą.
- Ale my jesteśmy cicho! - zaprotestował Koteł.
- Nie jesteście.
- Jesteśmy.
- Nie jesteście.
- Jesteśmy.
- Nie jesteście.
- Jesteśmy.
- Jesteście.
- Nie jeste... tfu! - zamotał się Maciek.
- Widzisz? Sam chciałeś przyznać, że nie jesteście, więc siedźcie cicho!
- No dobra - odpowiedział markotnie.
Trener sobie poszedł, a my rozmawialiśmy TROCHĘ ciszej.
- Nie chcę mi się tej serii próbnej! Ja chcę od razu konkurs - jęczał Janek.
- Nie marudź - skarcił go Kamil.
- Zawsze jeden skok więcej, a to fajne - uśmiechnęłam się.
- No właśnie, wy to macie fajnie! - mruknęła Uszka.
- Było lepiej skakać! - wystawiłam jej język.
- Wredna, blond małpa - zmroziła mnie wzrokiem.
- Ale przynajmniej nie ruda - wyszczerzyłam się.
- Ruda tańczy jak szalona! - zanucił Maciek.
- Wiecie co? Foch! - zadarli głowę.
Do końca śniadanie udawała obrażoną. Oczywiście, gdy znalazłyśmy się w pokoju zaczęła nawijać jak zwykle. Kwestia czasu. Po chwili zaczęła czegoś szukać.
- Milka wstań! - zarządziła. Haha, jasne!
- A co? Chcesz sprawdzić kto jest wyższy? - zaśmiałam się.
- Cichaj żyrafo!
- Ej, ej, ej! - zaprotestowałam.
- No błagam! Wstań! Nie mogę znaleźć słuchawek, a jutro rano wyjeżdżam i chcę się zacząć ogarniać!
- Dobra, luz! - podniosłam się z łóżka, chociaż nie wiedziałam jakim cudem jej słuchawki mogłyby tam leżeć, ale ok.
- Nie ma! - jęknęła.
- Zobacz w torbie - wywróciłam oczami.
- Są! - krzyknęła po chwili.
- A nie mówiłam? - powiedziałam z politowaniem.
- Oj tam!
Usia zaczęła się pakować, a ja "przygotowywać mentalnie" do konkursu. O umówionej godzinie stawiłyśmy się na miejsce zbiórki. Gdy dojechaliśmy na skocznię od razu było wiadomo, że dzisiaj będzie rządził wiatr. Po prostu świetnie. Seria próbna przebiegała dość sprawnie, aż do pierwszej dziesiątki. Fajnie. Skakałam ostatnia, a warunki były coraz bardziej nieznośne. Dwa razy musiałam zejść z belki. Za trzecim razem trener Kruczek uważnie patrzył na pomiary i w końcu niepewnie dał mi znak, że mogę skakać. Mocno odepchnęłam się od belki, ułożyłam w pozycji dojazdowej i wybiłam się z progu. Cholernie mocny podmuch z prawej strony sprawił, że straciłam panowanie nad nartami. Próbowałam opanować sytuację, ale dostałam podmuch tym razem z lewej strony, a na to nie byłam przygotowana. Próbowałam jeszcze ratować się przed upadkiem, ale nie udało się.
Chuknęłam o zeskok i stoczyłam się w dół. W ogóle nie mogłam złapać oddechu, co nie powiem, przeraziło mnie bardziej niż trochę.

Perspektywa Kamila
Patrzyłem z niedowierzaniem na telebim. Trener zwariował? Puścił ją w takich warunkach? Dookoła mnie stało wielu innych zawodników zszokowanych nie mniej niż ja. Trzymałem tylko kciuki, żeby obyło się bez upadku, ale niestety nie udało się. Przez chwilę zapomniałem jak się oddycha. "Wstań! No wstawaj Milka!" - szeptałem pod nosem. Po chwili zobaczyłem jak moja siostra powoli się podnosi. Odetchnąłem z ulgą. Upadek wyglądał naprawdę groźnie.

Perspektywa Emilii
Po chwili mogłam złapać oddech. Służby nie pozwalały mi wstać przez chwilę, żeby sprawdzić czy wszystko ze mną w porządku. Gdy w końcu mogłam to zrobić, pozdrowiłem publiczność na znak, że wszystko okej. Weszłam do strefy dla skoczków podbiegł do mnie Schlieri.
- Jezus, nigdy więcej tak nie rób! - pogroził mi palcem. - Z kim bym się wtedy kłócił?!
- Kogoś byś sobie znalazł!
Gregor odbiegł, a mnie musieli jeszcze "sprawdzić". Gdy okazało się, że NAPRAWDĘ wszystko okej dali znać Winiarskiemu, że mogę skakać w konkursie, a on przekazała informację trenerowi.
Gdzieś jeszcze złapał mnie dziennikarz Eurosportu.
- Ze mną Emilia Stoch, Emilio przed chwilą zaliczyłaś upadek - po tym zdaniu podstawił mi mikrofon pod nos. Serio, nie wiedzą, że pytanie  kończy się kropką?
- Tak, na szczęście prawdopodobnie skończy się tylko na siniakach.
- To przez złe warunki?
- Niestety tak. Jeśli warunki się nie poprawią nie wiem czy dzisiaj konkurs uda się przeprowadzić.
- Wystartujesz w konkursie?
- Nie ma przeciwwskazań, wiec tak.
- Swietnie, a wiec życzę ci dalekich lotów i, żeby upadek się nie powtórzył. Dziękuje za wywiad.
- Dziękuje.
-----------------------------------------------
Była długa przerwa, ale wena wraca, wiec być może rozdziały bedą częstsze! Ten pisany na telefonie, wiec za wszystkie blet przepraszam. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania ;*